Google



Wpisz wyrażenie polskie lub angielskie:

System © ASTEC

Autor: Piotr Micuła

Kryminalna historia Chicago

  1. Walentynkowa masakra
  2. Wojny radnych
  3. Agent bez skazy
  4. Król gangsterów
  5. Nie tylko Capone
  6. Polski gangster wszechczasów
  7. Złote lata chicagowskiej mafii (część 1)
  8. Złote lata chicagowskiej mafii (część 2)
  9. Morderstwo w kukurydzy (część 1)
  10. Morderstwo w kukurydzy (część 2)
  11. Upadek mafii
Mimo, że Chicago jest miastem młodym (prawa miejskie uzyskało w roku 1837), w ciągu niespełna 200 lat swego istnienia, metropolia położona nad jeziorem Michigan widziała doprawdy sporo. Morderstwa, porwania, gwałty, agresywne demonstracje, pożary oraz liczone w setkach ofiar wszelkiego rodzaju katastrofy. Było tego naprawdę wiele, kryminalna historia Chicago jest więc tematem obszernym, który warto przybliżyć naszym Czytelnikom. Zapraszamy więc do lektury nowej serii “Expressu”.

1. Walentynkowa masakra

Zima 1929 roku była czasem bardzo gorącym zarówno w Chicago, jak i innych amerykańskich metropoliach. Dokładnie dziewięć lat wcześniej, 16 stycznia 1920 roku, zaczął się w Stanach Zjednoczonych okres prohibicji. Alkohol pod wszelką postacią został oficjalnie zakazany w całym kraju. Spragnieni mocniejszych trunków ludzie musieli szukać innych rozwiązań - pędzić samemu bimber (wtedy powstała nazwa “moonshine”) lub też kupować nielegalne whisky, przemycane przez grupy przestępcze z Kanady.
Sercem i mózgiem amerykańskich karteli przestępczych, które zarabiały krocie na przemycanej whisky, było właśnie Wietrzne Miasto. Pod koniec lat 20. ubiegłego wieku metropolia była tak naprawdę rządzona przez zorganizowanych przestępców, policja próbowała co prawda walczyć z nimi, lecz stróże prawa najczęściej byli bezsilni.
Spośród rozmaitych gangów, operujących na terenie Chicago, najważniejsze były dwa. Pierwszy, mający swą siedzibę na południowej stronie miasta, dowodzony był przez legendarnego gangstera Alphonse’a “Scarface” Gabriela Capone i skupiał głównie członków mniejszości włoskiej (sam Capone nie pochodził z Chicago, urodził się w nowojorskim Brooklynie, jego rodzice pochodzili z Neapolu). Co ciekawe - oficjalnie “Scarface” był
handlarzem używanych mebli,
taki zawód znajdował się na jego wizytówce.
Drugim gangiem, zawzięcie rywalizującym z Włochami, była mieszana grupa irlandzko-niemiecka, działająca głównie na północy miasta i dowodzona przez George’a Clarence “Bugsa” Morana. Wojna obu grup trwała od lat i była bezlitosna. Dość powiedzieć, że 20 września 1926 sam Moran pofatygował się wraz z grupą swych “chłopców” do miejscowości Cicero na zachodnich przedmieściach Wietrznego Miasta, by zlikwidować Ala Capone. Skok jednak okazał się nieudany, Capone przeżył i przysiągł swym niedoszłym mordercom zemstę.Doszło do niej niecałe trzy lata później, choć sam Moran zdołał wyjść z “walentynkowej masakry” bez szwanku.
Czwartek, 14 lutego 1929 roku był typowym zimowym dniem w Chicago. Około południa, w Dzień Walentynkowy, w garażu firmy S-M-C Cartage Company (dzielnica Lincoln Park na północy miasta) policjanci znaleźli
ciała siedmiu członków gangu Morana.
Wszyscy leżeli wzdłuż tylnej wewnętrznej ściany budynku, a jak okazało się później, mordercami było pięciu ludzi Ala Capone (w tym dwóch przebranych za policjantów).
Gdy okazało się, że jeden z postrzelonych, Frank "Tight Lips" Gusenberg jeszcze żyje, policjanci natychmiast zapytali się go, kto to zrobił. Odpowiedź była krótka “Nikt, nikt we mnie nie strzelał”. Jak widać, pochodząca z Włoch zasada zachowania ciszy (“omerta”) przestrzegana była przez wszystkich gangsterów, niezależnie od narodowości (Gusenberg . Sam Capone przezornie wyjechał kilka dni wcześniej do Palm Beach na Florydzie, do swej świeżo kupionej posiadłości, by oddalić od siebie wszelkiego rodzaju podejrzenia.
“Walentynkowa masakra” była owocem diabelskiego planu, opracowanego przez Jacka “Machine Gun” McGurna, jednego z ludzi Ala Capone. Jego celem była nie tyle likwidacja “żołnierzy” Morana (choć to także było istotne), lecz raczej
usunięcie samego szefa
irlandzko-niemieckiej grupy. Sam McGurn żywił osobistą urazę do Morana, gdyż miesiąc wcześniej “Bugs” chciał go zamordować, gdy “Machine Gun” korzystał z budki telefonicznej.
Nieoficjalnie wiadomo, iż Al Capone z początku niechętnie się odnosił do pomysłu swego doradcy. Jednak mnożące się konflikty o strefy wpływów w Chicago i wynikające z nich straty finansowe (obu grupom chodziło przecież o sprzedanie jak największej ilości lewego alkoholu) spowodowały, iż “Scarface” w końcu udzielił McGurnowi swego błogosławieństwa, zapowiadając jednocześnie, iż sam nie będzie brał udziału w przyszłej masakrze. 
“Machine Gun”, marzący o zemście na swych niedoszłych mordercach, działał szybko. Zebranie sześciu chętnych było dla niego bardzo łatwe, na czele grupy egzekutorów stanął niejaki Fred Burke.
Założenie projektu było niezwykle proste. Postanowiono bowiem zwabić Morana i jego żołnierzy do znajdującej się przy North Clark Street w Chicago hurtowni. Oczywiście posłużono się pretekstem, zapowiadając, iż właśnie rankiem, 14 lutego, będzie można odebrać ogromny ładunek przemyconej z Kanady whisky. Zaciekawieni, żądni zysku członkowie irlandzko-niemieckiej grupy mieli łyknąć haczyk i wejść do środka, a tam mieli nimi zająć się
przebrani za policjantów egzekutorzy.
Sam twórca planu, McGurn, jak i Al Capone, nie brali udziału w masakrze.
Włoski gang przygotował się do wszystkiego bardzo starannie. W okolicy wystawiono czujki, które uważnie obserwowały ulice, mając baczenie na policjantów. Sam Capone zdecydował o tym, by obserwatorami byli gangsterzy specjalnie przybyli z innych miast - tak, by ludzie Morana nikogo nie poznali i nie nabrali podejrzeń.
Najpierw (około godziny 10:30) w hurtowni firmy S-M-C Cartage Company  pojawili się mordercy - członkowie grupy McGurna, dowodzeni przez Freda Burke. Egzekutorzy przyjechali skradzionym policyjnym radiowozem, dwóch z nich przebranych było za stróżów prawa, pozostała trójka ubrana była po cywilnemu. 
Według nieoficjalnych relacji, Moran przyjechał na miejsce przed swymi żołnierzami, po to, by dokładniej przyjrzeć się hurtowni, w której ukryty był domniemany towar. Szef grupy irlandzko-włoskiej miał zobaczyć jednego z Włochów, przebranego za policjanta, doszedł do wniosku, że coś tu śmierci i uciekł, dzięki czemu uniknął śmierci.
Dokładne ustalenie tego, co zdarzyło się w garażu, jest dziś niemożliwe. Wiadomo, iż jeden z obserwatorów wystawionych przez Ala Capone zaalarmował czekających w środku egzekutorów mówiąc im, iż
przyjechali rywale,
na czele z samym Moranem (prawdopodobnie pomylił sobie “Bugsa” z szeregowym żołnierzem jego grupy). Tak czy inaczej, ludzie McGurna otrzymali stosowny sygnał, wchodząc do garażu, w którym już było siedmiu członków irlandzko-niemieckiego gangu.
Uzbrojona w pistolety piątka Włochów nakazała ofiarom, by stanęły w szeregu wzdłuż ściany. Gangsterzy wykonali to polecenie bez sprzeciwu, gdyż byli przekonani, że mają do czynienia z “niegroźnymi” policjantami, którzy przeszukają ich i wypuszczą po kilku minutach na wolność. 
Morderstwo przeprowadzone było w iście egzekucyjnym stylu. Sprawcy użyli jednego rodzaju broni, był to karabin półautomatyczny marki Thompson. Po kilku minutach, na betonowej podłodze garażu leżały w kałużach krwi
ciała siedmiu osób.
Byli to: James Clark (znany też jako Albert Kachellek), bracia Frank oraz Pete Gusenberg, Adam Heyer, Johnny May, lekarz-optyk dr Reinhardt Schwimmer oraz Al Weinshank. Masakrę przeżył tylko jeden “świadek”, wilczur należący do Johnny’ego Maya.
Tymczasem na zewnątrz zgromadził się niewielki tłumek gapiów, zaalarmowany zamieszaniem oraz stojącym przed garażem policyjnym radiowozem. Aby zaspokoić ich ciekawość, ludzie Capone’a zaimprowizowali małą scenkę. Otóż z budynku wyszło dwóch “złapanych” gangsterów, z rękami podniesionymi do góry. Eskortowało ich dwóch “policjantów”; cała czwórka wsiadła do radiowozu i odjechała w nieznane. 
Prawdziwi policjanci pojawili się na miejscu masakry po kilkunastu minutach, zaalarmowani głośnym skowytem i wyciem przerażonego psa. W środku zastali makabryczny widok - podłogę pokrytą plamami czerwonej krwi oraz łuskami po wystrzelonych pociskach.
“Walentynkowa masakra” oznaczała koniec rządów gangu Morana na północy Chicago. Pozbawiona najważniejszych ludzi grupa zaczęła szybko tracić swe wpływy, z biegiem czasu całkowicie odchodząc w niepamięć. Tymczasem sprawcy całego zamieszania - czyli Al Capone i jego ludzie,
przejęli pod swe skrzydła
obszar całego Chicago i przedmieść miasta.
Jednak był to tylko sukces pozorny. Otóż wieść o masakrze błyskawicznie rozeszła się po całym kraju, docierając także do najważniejszych amerykańskich decydentów. Rząd federalny doszedł do wniosku, iż tym razem przestępcy zdecydowanie przesadzili, tak więc gang Capone’a został uznany za jeden z najgroźniejszych w USA, a władze otoczyły go uważną “opieką”.
Doszło do tego, że Caponem zajęli się uważani za nieprzekupnych członkowie specjalnej federalnej grupy agentów wydziału skarbu, zwanej “The Untouchables” (“Niedotykalni”), dowodzeni przez słynnego Eliota Nessa. Waszyngton wiedział doskonale, iż w Wietrznym Mieście gangster jest nie do ruszenia, świadczył o tym choćby owiany legendą przypadek przekupienia Frank J. Loesch, szefa rządowego biura Chicago Crime Commission.
Ludzie Nessa działali szybko i sprawnie. Niecałe dwa lata po masakrze odbył się proces Capone’a, w którym uznano go winnym nie płacenia podatków, skazując przestępcę na 11 lat pozbawienia wolności oraz wysoką grzywnę. “Scarface” znalazł się za kratkami zakładu karnego w Atlancie (a później w Alcatraz), lecz wyszedł nieco wcześniej niż planowano, po dziewięciu latach odsiadki.
Tymczasem znajdujący się przy 2122 N. Clark Street garaż, w którym doszło do masakry, został w roku 1967 zniszczony. Obecnie na jego miejscu znajduje się parking przeznaczony dla pobliskiego domu spokojnej starości. Ciekawostką jest fakt, iż ściana, przy której zamordowano siedmiu gangsterów,
została rozebrana cegła po cegle.
Jej fragmenty zostały zakupione na aukcji przez kanadyjskiego biznesmena George’a Pateya z Vancouver. Kanadyjczyk wykorzystał cegły do budowy męskiej ubikacji w swym barze Banjo Palace, którego wystrój nawiązywał do szalonych lat 20. Później, gdy knajpa została zamknięta, Patey próbował (z miernym skutkiem) sprzedać poszczególne cegłówki.
Echa masakry dotarły także do Hollywood. Wspomina ją słynny film “Some Like it Hot” (1959), a także posłużyła jako motyw przewodni filmu Rogera Cormana “The St. Valentine's Day Massacre” (1967). Zainspirowała ona również piosenkę “Valentine's Day” Jamesa Taylora oraz album “The Massacre” rapera 50 Cent.

2. Wojny radnych

Krwawe potyczki pomiędzy chicagowskimi radnymi były swego czasu codziennością
W języku angielskim słowo “alderman” oznacza odpowiednika polskiego radnego miejskiego - członka lokalnego rządu, odpowiedzialnego za politykę władz względem swego dystryktu wyborczego znajdującego się w danej miejscowości. Na całym świecie radni, pochodzący z rozmaitych partii, kłócą się między sobą, nierzadko dochodzi do rękoczynów, lecz to, co widziało Chicago na początku XXwieku, przeszło najgorsze wyobrażenia
.
Dość powiedzieć, iż w świadomości najstarszych mieszkańców Wietrznego Miasta do dziś funkcjonuje termin “The Alderman's Wars” (“Wojny radnych”). Określenie to opisuje całą serię
krwawych konfliktów,
mających miejsce pomiędzy skłóconymi frakcjami politycznymi, skupionymi wokół dwóch radnych - Johnny’ego "de Pow" Powersa oraz Anthony’ego D'Andrea. Wojna ta miała miejsce w latach 1916-1921, a liczba jej ofiar wynosi około 30.
Jak można łatwo się domyślić, zawzięcie rywalizującym ze sobą obozom chodziło o władzę, a konkretnie mówiąc - nad “krwawym”, 19. dystryktem wyborczym w Little Italy, jednej z dzielnic Chicago.
Johnny Powers, urodzony w Kilkenny w Irlandii majętny właściciel salonu z wyszynkiem i długoletni polityczny przedstawiciel mającego początkowo irlandzkie oblicze 19. dystryktu, rządził i dzielił okolicą od lat 90. XIX wieku. Jednak na przełomie obu stuleci do dzielnicy zaczęli tłumnie wprowadzać się przybysze z Sycylii i innych rejonów Włoch. Pozycja Powersa, choć nadal mocna, zaczęła powoli się chwiać, a pogarszały ją mnożące się oskarżenia o korupcję oraz polityczną protekcję nad członkami chicagowskiego półświatka.
W roku 1916, podczas wyborów samorządowych, wszechmocny dotychczas Powers miał
ciężki orzech do zgryzienia.
Otóż przedstawiciel rosnących w siłę imigrantów włoskich, Anthony D'Andrea, postanowił wystartować przeciwko najbliższemu protegowanemu Irlandczyka, Jamesowi Bowlerowi.
Sama postać D'Andrei jest warta wzmianki. Otóż był on swego czasu księdzem, który jednak porzucił powołanie, decydując się na zostanie politykiem. Mimo, iż powszechnie wiedziano o jego oszustwach i przekrętach, tak czy inaczej był bardzo lubianym liderem społeczności włoskiej. Należał do rozmaitych organizacji etnicznych, był również działaczem związków zawodowych. O tym, co sądzono o nim niecałe sto lat temu, świadczy dobitnie krótka notatka, umieszczona w 1916 roku w “Chicago Tribune”.
Anthony Andrea, bo takim też nazwiskiem posługuje się Antonio D'Andrea, jest byłym księdzem, a także silną osobistością w chicagowskiej dzielnicy czerwonych latarni. W roku 1903 wypuszczono go z zakładu karnego po 13 miesiącach odsiadki za fałszowanie dokumentów. Jego nazwisko od lat jest powiązane z gangiem włoskich oszustów i złodziejaszków, którzy swego czasu działali na terenie całego kraju”.
Pierwsze morderstwo miało miejsce w lutym 1916 roku, jego ofiarą stał się Frank Lombardi, blisko związany z Powersem. Postrzelono go śmiertelnie w knajpie, a zabójstwo to odbiło się szerokim echem, stając się swego rodzaju początkowym punktem wojny.
Obie strony początkowo starały się pozyskać głosy wyborców, zatrudniając tak zwanych “naganiaczy”, którzy nakłaniali ludzi do głosowania na
odpowiednich kandydatów.
Ale emocje towarzyszące elekcji były zbyt duże - z biegiem czasu liczba przestępstw rosła, rosła także liczba ofiar strzelanin.
Ciekawostką, a także ponurą pamiątką po tamtych brutalnych czasach było tak zwane “Dead Man's Tree” (“Drzewo martwego człowieka”), stojące przy ulicy Loomis. Jak wieść niesie, nieznani sprawcy ryli na jego pniu nazwiska przyszłych ofiar - a “przepowiednie” zawsze się sprawdzały.
Owego pamiętnego roku wybory zwyciężył Bowler, czyli protegowany Powersa. Trzy lata później, podczas kolejnej elekcji, znów zwyciężyła frakcja Irlandczyków, co niezwykle rozwścieczyło  D'Andreę i jego zwolenników. Wojna wówczas rozpętała się na dobre, osiągając punkt kulminacyjny w 1921 roku, podczas kolejnej kampanii wyborczej.
Rok ten przeszedł do historii jako najkrwawszy w pięcioletnim okresie “wojen radnych”. Trup słał się gęsto, dochodziło nawet do podkładania bomb. Między innymi, ładunek wybuchowy podłożono pod dom Powersa, a w rewanżu Irlandczycy zaatakowali bombą wiec wyborczy D’Andrei, raniąc pięciu uczestników. Jakby tego było mało, ładunek wybuchł także w lokalu partyjnym D’Andrei, a także w domu jednego z jego współpracowników.
Wszystkie te wydarzenia przebiły jednakże przypadki z marca 1921 roku. Wtedy to, na skrzyżowaniu ulic Halsted oraz Congress w samym sercu metropolii, czwórka żołnierzy D'Andrei
postrzeliła pracownika sądu
i jednocześnie podwładnego Powersa, Paula Labriolę, gdy ten szedł do pracy. Labriola zmarł na miejscu, a ciekawostką jest fakt, iż kilka dni wcześniej jego nazwisko pojawiło się na osławionym “Drzewie martwego człowieka”.
Jakby tego było mało, jeszcze tego samego dnia w godzinach popołudniowych ludzie D'Andrei zabili kolejną osobę. Tym razem padło na Harry’ego Raimondi, właściciela sklepu z cygarami, który wcześniej współpracował z Włochami, jednak w pewnym momencie zdecydował się zmienić strony, co okazało się decyzją fatalną w skutkach.
James Bowler, czyli radny, który był prawą ręką Powersa, wystosował wówczas specjalne oświadczenie, które wydrukowała chicagowska prasa. Możemy w nim przeczytać, że:
“Warunki, jakie panują w 19. dystrykcie, są przerażające. Ulice patrolują grupy uzbrojonych mężczyzn, mnie samemu wielokrotnie grożono, rozmaici osobnicy informowali mnie, iż będę “usunięty”.
Dzienniki donosiły, że dom radnego Powersa jest strzeżony dzień i noc, a pracujący w jego biurze ludzie nieustannie otrzymują pogróżki. Pisano, iż mordercy oraz “podrzynacze gardeł” zostali specjalnie sprowadzeni z Nowego Jorku oraz Buffalo.
“Grozi się także właścicielom rozmaitych sal i restauracji, radząc im, by lepiej nie wynajmowali swych lokali na nasze zebrania, gdyż mogą ryzykować nawet śmiercią” - pisał Powers dalej. “To jest gorsze niż Średniowiecze”.
Wczesną wiosną 1921 roku, po kolejnych (i już trzeci raz pod rząd przegranych) wyborach, D’Andrea oficjalnie ogłosił zakończenie swej niezbyt owocnej kariery politycznej. Nie zakończyło to jednak wojny.
Ostatnie akty konfliktu miały miejsce 11 maja tego roku. Tym razem ofiarą morderców padł ten,
który wszystko rozpoczął,
czyli Anthony D’Andrea. Zabito go przed budynkiem apartamentowym w który mieszkał, wkrótce przed tym wydarzeniem otrzymał liczne pogróżki.
Po śmierci swego mocodawcy, sycylijskie klany poprzysięgły sprawcom zemstę. Mieli ją wykonać “blood brothers” (“bracia krwi”) D’Andrei, gangsterzy o nazwiskach Andrew Orlando oraz Joseph Sinacola. Ich plany jednak spaliły na panewce, gdyż Orlando zabity został w lipcu, a Sinacola miesiąc później.
To były już ostatnie akty trwającej od 1916 roku wojny. Resztę dopełniły policyjne aresztowania, choć sprawców większości morderstw i tak nie udało się wykryć. Przy władzy, przynajmniej w 19. dystrykcie (którego granice później zmieniono) pozostali Irlandczycy - Powers był radnym aż do roku 1930, później przeszedł na emeryturę. Zmarł 19 maja 1930 roku.
Druga ważna postać grupy irlandzkiej, czyli James Bowler, zrobiła znacznie większą karierę. Aż do roku 1953 zasiadał w miejskiej radzie, by później zostać wybranym do Kongresu USA. Powszechnie uważa się, iż w dużej mierze dzięki jego staraniom zbudowano Congress Street (obecnie Eisenhower Expressway) w Chicago. Bowler zmarł 18 lipca 1957 roku, dożywając 82 lat.

3. Agent bez skazy

Walczył ze zorganizowanymi grupami przestępczymi, to w dużej mierze dzięki niemu aresztowano Ala Capone
Eliot Ness - to nazwisko doskonale znane jest wszystkim Czytelnikom interesującym się historią chicagowskiej zorganizowanej przestępczości. Żyjący w latach 1903-1957 urzędnik był liderem legendarnej grupy jedenastu agentów rządowych zwanych “Niedotykalnymi” (“The Untouchables”). To głównie dzięki jego ciężkiej pracy za kratkami wylądował gangster wszechczasów - Al Capone.

Ness urodził się w Chicago, jako najmłodszy potomek z piątki dzieci norweskich piekarzy, Petera oraz Emmy Ness. Będąc dzieckiem, uwielbiał czytać książki o Sherlocku Holmesie, autorstwa Brytyjczyka Sir Arthura Conan Doyle'a, a młodzieńcze fascynacje wywarły ogromny wpływ na jego późniejsze decyzje życiowe.
W roku 1925 ukończył prawo oraz biznes na University of Chicago. Karierę śledczego rozpoczął, pracując dla prywatnej firmy Retail Credit Co. of Atlanta. Przydzielono go do chicagowskiego oddziału kompanii, prowadził dochodzenia w sprawie fałszowania informacji kredytowych przez klientów. Później powrócił na uczelnię, by studiować kryminologię, którą również ukończył.
W roku 1926 mąż jego siostry, Alexander Jamie, agent federalnego Bureau of Investigation agent (które w 1935 roku zmieniło nazwę na FBI), nakłonił go do rozpoczęcia pracy w biurze. Rok później dołączył do 300-osobowej grupy Bureau of Prohibition, która wchodziła w skład Treasury Department (Departamentu Skarbu).
W 1929 roku prezydentem został Herbert Hoover, a nowa administracja za punkt honoru postawiła sobie aresztowanie włoskiego gangstera z Chicago, Alphonse’a Capone. Rząd federalny wyznaczył do tego samego sekretarza skarbu, Andrewa Mellona, któremu pomagać miał Ness. W myśl dyrektyw rządu federalnego, Capone “zaatakowany” miał być z dwóch stron. Mellon i jego ludzie  (kierowani w Chicago przez Franka Wilsona) sprawdzać mieli przypadki nie płacenia przez gangstera podatków, a Ness przewodniczył operacjom mającym udowodnić łamanie przez Capone’a pochodzącego z 1919 roku tak zwanego Volstead Act (czyli The National Prohibition Act - ustawy wprowadzającej prohibicję).
Eliot Ness doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że sam nie podoła zadaniu. Jednak znalezienie grupy osób odpowiedzialnych, profesjonalnych i - co najważniejsze - uczciwych, nie było łatwe. Wiedział, iż korupcja wśród jego podwładnych osiągnęła rozmiary epidemii, dlatego też dokładnie przeglądnął akta wszystkich funkcjonariuszy, wyszukując wśród nich tych, którzy mieli czyste papiery.
Nowo sformowana grupa natychmiast rozpoczęła działalność, dokonując nalotów na nielegalne browary i meliny. Już po pół roku Ness i jego ludzie skonfiskowali towar wart łącznie milion dolarów. Udało się to w dużym stopniu dzięki szeroko rozwiniętej operacji podsłuchu.
Wysiłki Nessa miały ogromny wpływ na nielegalne działania Caponego i jego gangu. Jednakże okazało się, że główną bronią władz jest kwestia unikania płacenia podatków od dochodów (oczywiście, naruszenia Volstead Act, których doliczono się 5,000, także miały ogromne znaczenie). Tak więc, większość historyków zgadza się co do faktu, iż rola Nessa oraz jego ludzi została przesadzona, Capone znalazł się w więzieniu głównie dzięki mrówczej pracy anonimowych urzędników Treasury Department, którzy udowodnili gangsterowi liczne przypadki uchylania się od płacenia podatków.
17 października 1931 roku Al Capone skazany został na jedenaście lat pozbawienia wolności. Obrońcy gangstera złożyli odwołanie, które zostało oddalone i na początku 1932 roku przestępca rozpoczął odsiadkę.
Tymczasem opromieniony sukcesem Ness dostał promocję na głównego śledczego biura prohibicji (Chief Investigator of the Prohibition Bureau for Chicago). W roku 1933 przeniesiono go do Cleveland w Ohio, a jako, że wtedy właśnie skończyła się prohibicja, został dyrektorem bezpieczeństwa publicznego (Director of Public Safety). Tam zasłynął rozpoczęciem kampanii, oczyszczającej ze skorumpowanych pracowników departamenty policji i straży pożarnej, a także walczącej z nielegalnym hazardem.
Jednakże, mimo swego talentu śledczego, Ness nie był w stanie ująć grasującego w połowie lat 30. w Cleveland seryjnego mordercy o pseudonimie Cleveland Torso Murderer. Ta porażka kosztowała go stanowisko, a prokurator przeniósł się na wschód - do Waszyngtonu, gdzie pracował dla rządu federalnego.
W roku 1944 powrócił do Ohio, zostając szefem rady nadzorczej Diebold Corporation. Trzy lata później startował w wyborach na burmistrza Cleveland, lecz przegrał. W tym samym roku (1947) zwolniono go z pracy, przeniósł się więc do firmy North Ridge Industrial w Coudersport, Pensylwania. 
Słynny agent zmarł na atak serca w 1957 roku, a napisana przez niego książka “The Untouchables” opublikowana została tuż po śmierci autora. Według popularnej (lecz niepotwierdzonej) anegdoty, Ness odszedł z tego świata tuż przed wypiciem pierwszego w swym życiu łyka alkoholu (według wielu źródeł, legendarny agent pod koniec życia sporo pił, między innymi w 1942 roku, prowadząc po pijanemu, spowodował wypadek). Mimo posiadania trzech żon, doczekał się tylko jednego dziecka, które na dodatek było adoptowane. Prochy Nessa znajdują się na Lakeview Cemetery w Cleveland.
Postać słynnego agenta jest dziś otoczona legendą. Potęgują ją rozmaite seriale oraz książki. Między innymi, na przełomie lat 50. oraz 60. ubiegłego wieku nakręcono serię telewizyjną “The Untouchables”, w której głównego bohatera gra Robert Stack. Później film Briana De Palmy, także zatytułowany “The Untouchables” uhonorowany został Oscarem, a w tym obrazie Nessa gra Kevin Costner. Jednakże, warto podkreślić, iż jeszcze w latach 50. Ness był postacią rzadko wspominaną i zapomnianą. Wszystko zmieniła dopiero napisana przez niego książka. To ona zapoczątkowała wielką karierę agenta i jego ludzi.
Niedotykalni
Jak już zostało powiedziane, Eliot Ness był mózgiem oraz szefem liczącej jedenaście osób grupy agentów rządowych, zwanych “The Untouchables” (“Niedotykalni”). Jego ludzie znani byli ze swej odwagi, a także z uczciwości - co było niezwykle istotne na przełomie lat 20. oraz 30. ubiegłego wieku, gdy korupcja wśród urzędników wszelkiej maści była szeroko rozpowszechniona.
Jak wiemy, Al Capone został po wyborze Herberta Hoovera zaatakowany na dwóch frontach. Eliot Ness otrzymał zadanie zniszczenia jego imperium alkoholowego. Agent starannie dobrał sobie współpracowników, przeglądając ich akta. Początkowo w skład grupy wchodziło 50 osób, później skurczyła się do 15, by w końcu dojść do 11.
Już na początku istnienia grupy Capone, pewny, iż ma do czynienia z przekupnymi urzędnikami, próbował jednemu z ludzi Nessa wcisnąć łapówkę. Spotkała go odmowa, a fakt ten został natychmiast nagłośniony przez prasę, wtedy też powstał przydomek “The Untouchables”. Wściekli gangsterzy postanowili wówczas wziąć się za szefa organizacji, kilka razy przeprowadzano na niego zamachy, podczas jednego z nich zabito przyjaciela Nessa, lecz on sam zawsze wychodził z wszystkiego cało.
Członkami “Niedotykalnych” w najsłynniejszym, jedenastoosobowym “składzie” byli:
- Martin J. Lahart - Irlandczyk, entuzjasta sportu i ćwiczeń fizycznych,
- Samuel M. Seager - twardy zabijaka, były strażnik w więzieniu Sing Sing,
- Bernard V. Cloonan - potężny, muskularny Irlandczyk,
- Lyle Chapman - łączył w sobie siłę fizyczną (grał w futbol na Colgate University) z wnikliwym umysłem detektywa,
- Thomas Friel - były funkcjonariusz Pennsylvania state police,
- Joseph Leeson - legendarny ekspert od wyciągania ludzi z samochodów
- Paul W. Robsky - przyniósł fachową wiedzę na temat podsłuchów telefonicznych,
- Michael King - wielki talent do spraw analizowania i łączenia ze sobą faktów,
- William Gardner - były profesjonalny gracz futbolowy, najstarszy członek grupy,
- Jim Seeley - były prywatny detektyw,
- Albert H. Wolff - przeniesiony do Chicago z Kentucky tuż po masakrze walentynkowej.
“The Untouchables” zostali rozwiązani pod koniec 1931 roku, gdy zakończone zostało śledztwo w sprawie Ala Capone. Gangster wylądował w więzieniu, tak więc dalsze istnienie grupy nie miało sensu. Oczywiście - co zostało już podkreślone, Capone znalazł się za kratkami, gdyż udowodniono mu uchylanie się od płacenia podatków. “Niedotykalni”, ze swymi rajdami na nielegalne meliny, także mieli duży wpływ na upadek króla gangsterów, lecz ich rola jest obecnie nadmiernie uwypuklona.
Strzelcy O'Connora (O’Connor’'s Gunners)
Z kwestią zorganizowanej przestępczości i sposobów walki z nią wiąże się także bardzo nietypowy pomysł, wprowadzony na krótki czas przez Chicago Police Department w roku 1927. Stróże prawa, którzy nie radzili sobie z gangsterami, zdecydowali się stworzyć unikalną jednostkę policji, zwaną O'Connor's Gunners.
W roku 1927, gdy uliczne wojny gangów sięgały zenitu, nowo wybrany szef miejskich detektywów William O'Connor przekonał burmistrza Wietrznego Miasta Williama "Big Bill" Thompsona, by ten zezwolił mu na utworzenie elitarnej jednostki policji, która siłą swego ognia miała raz na zawsze uciszyć pistolety przestępców. Jej członkowie, osobiście wybierani przez O’Connora, byli w większości weteranami I wojny światowej, doskonale obeznanymi z bronią i metodami posługiwania się nią. Najciekawsze jest jednak to, iż “O'Connor's Gunners” mieli być wyposażeni w ... karabiny maszynowe oraz pojazdy opancerzone.
Ogłaszając powstanie oddziału, O'Connor wystosował okolicznościowy rozkaz, w którym powiedział między innymi: “Trwa wojna. Musimy pokazać społeczeństwu, że to policja, a nie stado brudnych szczurów rządzi tym miastem. Mieszkańcy Chicago życzą sobie, byśmy tropili tych kryminalistów, zabijając ich bez litości. Wasze pojazdy wyposażone są w karabiny automatyczne, róbcie z nich użytek. Strzelajcie bez obaw, strzelajcie by zabić. Jeżeli któryś z was zabije gangstera, czeka go nagroda i promocja. Jeśli spotkacie auto z bandytami, ścigajcie je i otwórzcie ogień. Mam nadzieję, że celnie”.
Pomimo brawury okazywanej przez ludzi O'Connora, polityka “najpierw strzelaj, a potem pytaj”, zaczęła szybko budzić wątpliwości. Władze obawiały się, że cierpieć będą niewinni przechodnie i gapie, a sam Al Capone miał powiedzieć: “Kolejna banda irlandzkich bękartów z bronią w ręce”.
Żywot O'Connor's Gunners był więc krótki, policjanci z karabinami maszynowymi zniknęli z ulic już po kilku miesiącach.

4. Król gangsterów

Uznawany był za nieoficjalnego burmistrza Chicago, na sprzedaży nielegalnego alkoholu zarobił miliony dolarów Alphonse “Scarface” Capone - to nazwisko znane jest nie tylko ludziom, którzy interesują się historią zorganizowanej przestępczości. Capone, amerykański gangster włoskiego pochodzenia, stworzył w latach 20. oraz 30. ubiegłego wieku prawdziwe przestępcze imperium, przynoszące mu miliony dolarów dochodów. Miał w kieszeni każdego mieszkańca Chicago - od burmistrza po szeregowych policjantów. Kres jego działalności położyła dopiero grupa anonimowych urzędników, pracująca na zlecenie rządu federalnego.  
Urodził się 17 stycznia 1899 roku w Nowym Jorku, w rodzinie neapolitańskich imigrantów Gabriele oraz Teresiny  Capone. Jego “kariera” rozpoczęła się na Brooklynie, dopiero później przeniósł się do Chicago. Według prezentowanej przez siebie wizytówki, pracował jako
sprzedawca używanych mebli.
Oczywiście - było inaczej. Już w połowie lat 20. XX wieku zwrócił na siebie uwagę pracowników Federal Bureau of Investigation, po tym, jak został wciągnięty na listę wrogów publicznych Chicago Crime Commission. Zawrotna kariera Capone’a zakończyła się w 1931 roku, gdy skazany za unikanie płacenia podatków, wylądował w więzieniu.
Ojciec przestępcy był fryzjerem, pochodzącym ze wsi Castellammare di Stabia (15 mil na południe od Neapolu). Jego matka urodziła się w Angri, miejscowości w prowincji Salerno. Obaj przyjechali do USA w 1894 roku, osiedlając się w dystrykcie Williamsburg na  Brooklynie i dochowując się łącznie siedmiu synów oraz dwóch córek. Al był ich czwartym dzieckiem.
Przestępcze życie Capone’a rozpoczęło się, gdy był jeszcze nastolatkiem. Dołączył do gangu Brooklyn Rippers, zajmując się drobnymi skokami i kradzieżami. Szkołę Public School 133 rzucił w szóstej klasie, w wieku 14 lat po tym, gdy pobił się z nauczycielem. Imał się rozmaitych zajęć, sprzedawał cukierki, by w końcu
wstąpić w szeregi
owianego złą sławą Five Points Gang, dowodzonego przez Frankie Yale. Tam uzyskał pracę jako barman i wykidajło w należącym do Yale’a barze “The Seedy Harvard Inn”. Właśnie wtedy uzyskał pseudonim “Scarface”  (“Twarz z blizną”) po tym, jak niejaki Frank Gallucio pociął jego lewy policzek brzytwą podczas bijatyki.
30 grudnia 1918 roku Al poślubił Irlandkę Mae Josephine Coughlin, która dała mu syna, Alberta Francisa “Sonny” Capone. Młoda para przeniosła się najpierw do Amityville na Long Island, a następnie, na zlecenie Yale’a - w 1919 roku do Chicago. Jak wieść niesie, boss wysłał krewkiego Włocha do Wietrznego Miasta po tym, jak ten pobił się z innymi gangsterami. Al miał “na zesłaniu” nieco ochłonąć.
Rodzina Capone zamieszkała w niewielkim, skromnym domku przy 7244 South Prairie Avenue w Cicero na przedmieściach Chicago. Tam nawiązał współpracę z grupą  Giovanni ego “Johnna” Torrio, który szybko zorientował się co do talentów młodzieńca. W 1922 roku Capone został zastępcą Torrio, będąc odpowiedzialnym za handel alkoholem oraz nadzór nad prostytutkami (trzy lata później Al został szefem tej grupy, a ciężko ranny po jednej ze strzelaniny Torrio powrócił do Włoch).
W 1923 roku, gdy nowy burmistrz Chicago William Emmett Dever zaczął walczyć z gangami w mieście, Capone postanowił umieścić swą kwaterę w Cicero. Rok później jego ludzie
przejęli lokalne rządy
w tej miejscowości, w wyniku zastraszania oraz przekupywania wyborców. To był wielki sukces gangstera, dodatkowo powiększony przez publiczne, upokarzające spoliczkowanie burmistrza Cicero przed miejskim ratuszem, które stało się wymownym symbolem wszechwładzy przestępcy.
Korzystając z faktu, iż w tych latach na terenie USA panowała prohibicja, Al szybko zbudował imperium, oparte na handlu przemycanym z Kanady lub też nielegalnie produkowanym alkoholem. Jego wysiłki, zmierzające do roztoczenia władzy nad całym Wietrznym Miastem, zaowocowały wojną z tak zwanym North Side Gang, na czele którego stali tacy przestępcy, jak Deanie O'Banion, Bugs Moran oraz Hymie Weiss.
Mimo, że kierowana przez Capone’a organizacja zarabiała niewyobrażalne pieniądze (szacuje się, iż w latach 1925-1930 corocznie przynosiła ona dochody w wysokości 100 milionów dolarów), sam król gangsterów był praktycznie
nie do ruszenia przez prokuraturę.
Zastraszanie świadków, przekupywanie przedstawicieli władz - te metody były bardzo efektywne. Dość powiedzieć, że w jego kieszeni był również burmistrz Chicago, William "Big Bill" Hale Thompson.
Al posiadał rozmaite majątki i domy, z których najbardziej polubił ten w Palm Island na Florydzie. Między innymi, tam pojechał na początku 1929 roku, tuż przed słynną “Walentynkową Masakrą”, dzięki czemu (przynajmniej oficjalnie) oddalił od siebie oskarżenia o morderstwo siedmiu członków North Side Gang. 
Oczywiście - konkurencja imała się rozmaitych sposobów,
by zamordować Capone’a.
Strzelano w jego kierunku w restauracji, kilka razy kule przeszyły jego samochód. Jednakże - niedoszli zabójcy musieli być wyjątkowymi partaczami, gdyż ani razu gangster nie został poważnie poszkodowany.
Król przestępców często próbował wybielić swój publiczny wizerunek, przedstawiając się w roli dobrodusznego lidera społeczności lokalnej. Najlepszym przykładem na potwierdzenie tej tezy są: zapoczątkowany przez niego program walki z krzywicą, polegający na codziennym zapewnianiu szklanki mleka uczniom chicagowskich podstawówek oraz otwarcie kuchni z zupą dla najuboższych. Kroki te, jakkolwiek bardzo chlubne, niewiele pomogły - Capone był bowiem bezlitosnym mordercą, gotowym do najgorszego.
Mimo, że gangster zawsze przeprowadzał swe transakcje i operacje finansowe za pośrednictwem trzecich osób i oficjalnie niewiele posiadał (nawet dom zapisany był na żonę), urzędnicy z Ministerstwa Skarbu postanowili powiązać jego osobę z ogromnymi dochodami i rozlicznymi biznesami. Była to metoda jak najbardziej popierana przez rząd federalny, mający nadzieję na schwytanie groźnego przestępcy. 
Co prawda w tych latach w USA było kilku innych równie niebezpiecznych gangsterów, lecz Capone, za radą swego doradcy, przez całe lata 20. pozostawał w świetle reflektorów, przez co był postacią niezwykle znaną i przyciągającą uwagę. Między innymi, gdy w 1927 roku Charles Lindbergh przeleciał samolotem nad Atlantykiem, Al jako jeden z pierwszych uścisnął mu rękę. Wielu postrzegało go jako swego rodzaju romantycznego bojownika, walczącego z powszechnie znienawidzoną prohibicją. W jego klubie nocnym Cotton Club występowali znakomici artyści, tacy jak Charlie Parker oraz Bing Crosby. Na ulicach witano go z entuzjazmem, dopiero “Walentynkowa Masakra” zmieniła nastawienie wielu.
W kwietniu 1930 roku szef Chicago Crime Commission Frank J. Loesch opublikował listę wrogów publicznych, Capone znalazł się na niej jako
“Public Enemy No. 1”.
Za gangstera wzięli się “Niedotykalni” na czele z Eliotem Nessem oraz agent urzędu podatkowego Frank Wilson, który znalazł dokumenty wiążące Capone’a z nielegalnymi dochodami oraz przypadkami unikania płacenia podatków.
W 1931 roku “Scarface” stanął przed sądem federalnym. Po głośnym procesie, podczas którego między innymi wymieniono członków ławy przysięgłych, Capone uznany został winnym pięciu z dwudziestu dwóch stawianych mu zarzutów unikania płacenia podatków. Skazano go na 11 lat w więzieniu federalnym oraz rok w powiatowym, dodatkowo musiał zapłacić spore grzywny oraz uiścić koszty procesu.
W maju 1932 roku Al został wysłany do Atlanty, do tamtejszego ciężkiego więzienia federalnego. Gangster szybko uzyskał tam sporą władzę oraz liczne przywileje, ale stan ten nie trwał zbyt długo. Capone został bowiem wkrótce przetransferowany do kalifornijskiego Alcatraz. W tej placówce nie było członków Outfitu (czyli włoskiej mafii), a nadzór nad więźniami tak ścisły, że ci mieli bardzo ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym.
Capone przybył do Alcatraz bardzo pewny siebie, lecz pozbawiony wsparcia i kontaktu ze swymi ludźmi, szybko zaczął gasnąć. Dodatkowo, wkrótce później wycofano prohibicję, przez co gangsterskie imperium straciło swą podstawę. Al był uważany za więźnia niemal idealnego - nie sprawiał kłopotów, nie brał też udziału w buntach pensjonariuszy.
Jak niesie legenda, w czasie swych pierwszych miesięcy pobytu w Alcatraz Capone, przyzwyczajony do wielu lat specjalnego traktowania, bezceremonialnie
wepchał się przed kolejkę
więźniów czekających na obcięcie włosów. Wtedy James Lucas, rabuś bankowy z Teksasu, odsiadujący 30 lat, zwrócił gangsterowi uwagę, nakazując mu powrót na koniec kolejki.
- Czy wiesz z kim masz do czynienia? - miał zapytać Al.
W odpowiedzi Lucas przystawił mu do szyi ostre nożyczki:
- Tak, wiem, lalusiu. I jeżeli nie powrócisz na swe miejsce, dowiesz się, kim ja jestem.
Z biegiem czasu Capone zaczął być traktowany przez współwięźniów z pogardą. Między innymi, gdy w związku z tajemniczą śmiercią kolegi pensjonariusze ogłosili strajk, Al odmówił wzięcia w nim udziału. Pracując w więziennej pralni, był nieustannie szykanowany, nazywano go “śmieciem” lub też “szczurem”. Sytuacja była na tyle poważna, że przez jakiś czas zezwolono mu na pozostanie w celi i nie wychodzenie do pralni.
Później przeniesiono go do grupy ścierającej podłogę, co nie zakończyło szykan. Pewnego razu ktoś rzucił mu w głowę ciężarkiem, kiedy indziej grupa więźniów na czele z rabusiami bankowymi Lucasem oraz Royem Gardnerem zaatakowała go, raniąc nożem. Atakowano Capone’a wielokrotnie, dosypywano mu do kawy truciznę, aż w końcu za jego ochronę wzięła się grupa wpływowych więźniów, najprawdopodobniej opłacana przez chicagowską mafię.
W międzyczasie pogarszał się stan zdrowia psychicznego przestępcy. Podobno
godzinami ścielił swe łóżko,
klęczał też w rogu celi, mamrocząc coś do siebie po włosku. Opowiadał także innym pensjonariuszom, że prześladuje go duch Jamesa Clarka, jednej z ofiar “Walentynkowej Masakry”. Wezwano psychologów, którzy stwierdzili, iż gangster cierpi na chorobę psychiczną.
6 stycznia 1939 roku Capone przeniesiony został z Alcatraz do Federal Correctional Institution Terminal Island w Kalifornii, gdzie spędził dodatkowe kilka miesięcy. Wyszedł na wolność 16 listopada 1939, po krótkim pobycie w szpitalu powracając do swego domu w Palm Island.
Jak można się spodziewać, lata spędzone za kratkami spowodowały, że Al stracił kontrolę nad chicagowską mafią. Stan jego zdrowia był bardzo zły, dodatkowo potęgowany nie leczonym syfilisem, którego miał się nabawić w młodości. 21 stycznia 1947 roku Capone przeszedł rozległy wylew. Odzyskał co prawda przytomność, jego zdrowie na chwilę się poprawiło, lecz 24 stycznia zachorował na zapalenie płuc, umierając na drugi dzień.
Alphonse Capone został początkowo pochowany na cmentarzu Mount Olivet Cemetery na dalekim południu Chicago, pomiędzy grobami jego ojca Gabriele i brata Franka. Jednakże, w marcu 1950 szczątki gangstera i jego krewnych przeniesiono do Mount Carmel Cemetery w Hillside, Illinois, na zachód od Chicago.

5. Nie tylko Capone

Zdecydowanie najsłynniejszym chicagowskim gangsterem jest Al Capone, lecz nie tylko on pociągał za sznurki.
Poczet słynnych chicagowskich gangsterów jest dość obszerny i obejmuje kilkadziesiąt nazwisk. Oczywiście - wszyscy bledną przy świecącej do dziś pełnym blaskiem gwieździe  Ala Capone, lecz wcale nie oznacza to, iż ludzie ci nie są warci żadnej wzmianki. Kolejny, już piąty odcinek naszej serii opowiada więc o mniej znanych przywódcach mafijnych z Wietrznego Miasta.
James Colosimo (1877-1920)
Urodzony w 1877 roku “Big Jim”, bo taki był jego przydomek, Colosimo przybył do Chicago w 1895 roku z miejscowości Cosenza we włoskiej prowincji Kalabria. Wkrótce później swą aktywnością zwrócił na siebie uwagę radnych z pierwszego dystryktu, Michaela Kenny oraz Johna Coughlina. Młody mężczyzna zaczął pracować dla nich, co w przyszłości okazało się bardzo istotne - otóż Colosimo podczas tej “praktyki” poznał bardzo wielu polityków, co znacznie ułatwiło mu późniejszą gangsterską karierę.
W roku 1902 “Diamond Jim” (bo taki był drugi przydomek przestępcy, mający swe korzenie w jego upodobaniu do biżuterii oraz pięknych kobiet) ożenił się ze znaną burdelmamą Victorią Moresco, wkrótce później młoda para otworzyła własny dom publiczny. W krótkim okresie czasu Colosimo stworzył prawdziwe “burdelowe imperium”, składające się z około 200 przybytków.
W roku 1909, gdy biznes Włocha coraz częściej padał ofiarą gangsterów z grupy Black Hand, Colosimo zorientował się, że potrzebuje wsparcia. Wezwał więc na pomoc z Brooklynu krewnego swej żony, GiovanniegoJohnny” Torrio i mianował go zastępcą. Rok później otworzył swą restaurację Colosimo's Cafe, przy 2126 South Wabash, a w roku 1919 gangsterska para Torrio - Colosimo otworzyła przy 2222 South Wabash burdel o nazwie Four Deuces. Wtedy właśnie w Chicago pojawił się młody Włoch o nazwisku Al Capone, który został wykidajłą w tym lokalu.
Gdy w 1920 roku wprowadzono prohibicję, Torrio zdecydował, by gang zajął się handlem alkoholem, lecz Colosimo nie zgodził się na to (jego “pasjami” były biżuteria, kobiety i prostytucja). Odmowa rozwścieczyła Torrio, który 11 maja 1920 zaprosił “Big Jima” do kawiarni Colosimo's Cafe, by podyskutować o biznesie. Nie spodziewający się podstępu “Diamond Jim” przyjął zaproszenie i gdy tylko przekroczył próg lokalu, padły strzały.
Policyjne śledztwo nie doprowadziło do aresztowania sprawców. Jest prawie pewne, że za morderstwem stał Torrio, któremu prawdopodobnie pomagała ... druga żona ofiary, atrakcyjna aktorka Dale Winter, z którą Colosimo wziął ślub zaledwie kilka dni wcześniej. A człowiekiem, który pociągnął za spust,  przypuszczalnie był specjalnie sprowadzony na tę okoliczność z Nowego Jorku “hitman” i gangsterski boss, Frankie Yale.
Po śmierci Colosimo (był on pierwszym gangsterem, który zjednoczył chicagowski półświatek mafijny), nowym bossem został   Johnny Torrio, który oddał rządy Alowi Capone.
Johnny Torrio (1882-1957)
Znany także pod pseudonimami “Papa Johnny” oraz “The Fox”, urodził się jako Giovanni Torrio we włoskiej miejscowości Matera w lutym 1882 roku. Gdy miał 2 lata, zmarł jego ojciec, a wdowa wraz z dzieckiem wyjechała do Nowego Jorku. Dorastający w slumsach Lower East Side na Manhattanie chłopiec imał się rozmaitych zajęć, między innymi pracując w sklepie spożywczym przybranego ojca. Sklep ten był jednak tylko przykrywką, tak naprawdę była to melina.
Na przełomie stuleci Torrio stał się wodzem James Street Gang - ulicznego gangu nastolatków. Szybko bogacący się młodzieniec otworzył wkrótce salon bilardowy, dodatkowo parając się wymuszeniami oraz nielegalnym hazardem. Jego żyłka do biznesu przyciągnęła uwagę Paolo Vaccarelliego (znanego także jako Paul Kelly), który wraz z “hitmanem” Frankiem Yale był liderem słynnego Five Points Gang. W 1905 roku James Street Gang został wchłonięty przez grupę Vaccarelliego. Sam Torrio stał się numerem dwa w nowej organizacji. Lata później, “The Fox” wspominał, że praca z Kellym była dla niego najlepszą szkołą, jaką kiedykolwiek otrzymał. Nowy boss nauczył go, jak z kulturą prowadzić interesy, przedkładając dyplomację ponad przemoc.
Jeszcze w Nowym Jorku Torrio, który często korzystał z usług dzieci-kurierów, poznał młodziutkiego, pełnego zapału chłopca o nazwisku Al Capone, z którym już później, w Chicago, nawiąże bliską współpracę.
W 1909 roku “Papa Johnny” wezwany został do Wietrznego Miasta przez swą ciocię Victorię Moresco i jej męża Jamesa Colosimo. Torrio szybko rozprawił się z członkami gangu Black Hand, żądającymi okupu od duetu Moresco-Colosimo. Powiadomił ich, że pieniądze czekają przy Archer Avenue, a gdy szantażyści pojawili się na miejscu, zostali zamordowani. Po tym wydarzeniu “The Fox” uzyskał zaufanie Colosimo, stając się jego prawą ręką.
W 1919 roku z Torrio skontaktował się Frankie Yale, prosząc go o przygarnięcie młodego Ala Capone, który potrzebował zmiany “klimatu”. Przybysz z Brooklynu uzyskał posadę wykidajły oraz sympatię nowego mocodawcy.
Rok później, jak już wiemy, wprowadzono prohibicję. Wspólnik Torrio, czyli Colosimo, nie chciał nawet słyszeć o przestawieniu się z prostytucji na handel alkoholem, za co został zamordowany 11 maja 1920 roku. Tego dnia nowym szefem włoskiej mafii w Chicago został “Papa Johnny”, a u jego boku zasiadł Capone. 
W latach 20. ubiegłego wieku organizacja Torrio, korzystając z prohibicji, bardzo szybko się rozrastała. Gangsterzy zarabiali miliony dolarów na hazardzie, prostytucji oraz - co najważniejsze - alkoholu. Wkrótce zaczęli kontrolować centrum Chicago oraz jego południową stronę. Włosi mieli nadzieję na opanowanie także północy miasta, lecz na drodze stanął im irlandzko-niemiecki North Side Gang, na czele z Dionem O'Banionem, a później Georgem Clarence “Bugs” Moranem.
Obie grupy zaczęły brutalną wojnę, której kulminacją było zamordowanie O’Baniona, 10 listopada 1924 roku. Po tym wydarzeniu gangsterzy z północy zaprzysięgli zemstę. 24 stycznia 1925 roku Torrio wracał z żoną do swego mieszkania przy 7106 South Clyde Avenue. Przywitał go grad kul z pistoletów Hymie Weissa oraz George’a Morana. Trafiony w szczękę, płuca i brzuch “The Fox” przeżył, a jego pokój w szpitalu dzień i noc strzegli ludzie Ala Capone’a. Co ciekawe - Torrio nigdy nie wyjawił policjantom nazwisk swych niedoszłych morderców.
Próba zabójstwa, a także rok spędzony później w więzieniu, wywarły spory wpływ na psychikę “Papy Johnny’ego”. Około roku 1927 zdecydował się wycofać z życia gangsterskiego, wyjeżdżając z żoną do Włoch i przekazując rządy Alowi Capone.
W latach 30. Torrio powrócił do USA, zamieszkując w Nowym Jorku. To on właśnie podrzucił słynnemu Lucky’emu Luciano pomysł, by zjednoczyć pomniejsze włoskie gangi, skaczące sobie do gardeł. Idea została zaakceptowana i w ten sposób narodziła się potężna National Crime Syndicate. “The Fox” zmarł w Nowym Jorku w 1957 roku na atak serca. Jego śmierć została zatajona przez kompanów, mass-media dowiedziały się o niej dopiero kilka tygodni po fakcie.
Frank Nitti (1888-1943)
Francesco Raffaele Nitto, lepiej znany jako Frank "The Enforcer" Nitti najprawdopodobniej urodził się 27 stycznia 1888 roku na Sycylii (choć według innych źródeł, przyszedł na świat w 1883 roku). Około roku 1919, po pierwszej wojnie światowej, przypłynął do Nowego Jorku, by wkrótce później przeprowadzić się do Chicago. Tam otworzył salon fryzjerski, dodatkowo dorabiając sobie handlem biżuterią. Jak łatwo można się domyślić, Nitti prowadził podwójne życie - legalny biznes był tylko przykrywką dla rozmaitych “podziemnych” przedsięwzięć.
Frank szybko wpadł w oko Johnny’ego Torrio, zyskał też przychylność następcy “The Foxa”, Ala Capone’a. Będąc doskonałym organizatorem, nadzorował przemyt alkoholu z Kanady oraz dystrybucję whisky na terenie Chicagoland. Był najbliższym zaufanym Capone’a, a pomimo przydomka “The Enforcer” (“Wymuszacz”), rzadko kiedy osobiście dokonywał aktów przemocy, najczęściej wysługując się tak zwanymi “żołnierzami”.
W 1931 roku Nitti, podobnie jak Capone, oskarżony został o unikanie płacenia podatków. “Scarface” skazany został na 11 lat, a jego prawa ręka - jedynie na 18 miesięcy. W tej sytuacji, “The Enforcer”, po odsiadce, automatycznie został nowym bossem chicagowskiej mafii.
Jednakże, co warte jest podkreślenia, Nitti nie cieszył się takim szacunkiem, jak Capone. Mimo, że nominalnie był szefem, poszczególni “żołnierze” nie chcieli go słuchać, a brak kontroli i silnej ręki zaczął bardzo szybko być widoczny i odczuwalny. Stworzone przez “Scarface” gangsterskie imperium zaczęło upadać, a wymownym dowodem na potwierdzenie tego faktu jest incydent z 19 grudnia 1932 roku, podczas którego dwóch oficerów z Chicago Police Department wdarło się do biura Nittiego, niemal go zabijając.
Niektórzy historycy sądzą, że funkcjonariusze działali z polecenia ówczesnego burmistrza miasta, Antona Cermaka, który, jak się uważa, chciał zlikwidować imperium Nittiego, by przekazać je przychylnym sobie gangsterom (choć wersja ta nie została do dziś potwierdzona). Dodatkowo, jeden z policjantów biorących udział w zdarzeniu niegroźnie się postrzelił, by przedstawić tę sytuację jako obronę przed uzbrojonym przestępcą. Na nieszczęście dla niedoszłych morderców w mundurach, gangster przeżył, a w lutym 1933 roku oczyszczono go z zarzutów o próbę zabicia dwóch policjantów. Sami oficerowie, którzy brali udział w incydencie, zostali wkrótce później zwolnieni.
W 1943 roku, podczas serii głośnych procesów, spora liczba członków chicagowskiej mafii została uznana winnymi prób wymuszenia ogromnych ilości pieniędzy z hollywoodzkich koncernów filmowych. Niżsi rangą bossowie, na czele z zastępcą Nittiego, Paulem Riccą, zaczęli o te niepowodzenia oskarżać samego szefa. On sam, obawiając się rychłego (i surowego) wyroku, a także cierpień związanych z postępującym rakiem, zdecydował się na najbardziej radykalny krok. 19 marca 1943 roku Frank Nitti strzelił sobie dwa razy głowę przy torach linii kolejowej Illinois Central w Riverside.

6. Polski gangster wszechczasów

Opowieść o polskim gangsterze z Chicago, jedynym człowieku, którego bał się Al Capone
Earl Wojciechowski jest znacznie lepiej znany pod nazwiskiem Hymie “The Pole” Weiss. Był partnerem i najbliższym przyjacielem Deana O’Baniona, bossa tak zwanego North Side Gang. Gdy szef jego grupy został w 1924 roku zamordowany przez Włochów z południa Chicago, Wojciechowski poprzysiągł zemstę. Od tego czasu jego życie było podporządkowane dwóm celom - wyeliminowaniu Ala Capone i Johnny’ego Torrio oraz całkowitej dominacji w przestępczym półświatku Wietrznego Miasta
O Wojciechowskim-Weissie najczęściej mówi się, że był jedynym człowiekiem, którego bał się “król gangsterów”, czyli Al Capone. Oczywiście - to stwierdzenie jest nieco naciągane, lecz nie ulega wątpliwości, że Polak z północy Chicago był osobą, która włoskim gangsterom napsuła sporo krwi. Weiss - nawet jak na gangstera - był bowiem szaleńczo odważny, nie obawiał się nikogo i niczego.
Według aktu zgonu, Earl “Hymie” Weiss urodził się w Chicago i był synem Williama oraz Mary Weiss z Buffalo. Jednak - co jest warte podkreślenia - wielu historyków uważa, iż
dokument podaje mylne dane.
Przyszły gangster urodził się bowiem (choć to także nie zostało do końca potwierdzone) w 1898 roku w Polsce. Gdy chłopiec miał 3 lata, a więc w roku 1901, jego rodzice zdecydowali się na wyjazd do USA. Wojciechowscy, bo takie jest prawdziwe nazwisko rodziny, osiedlili się początkowo w Buffalo, zmieniając tam nazwisko na Weiss, które jest łatwiejsze do wymówienia dla Jankesów.
Nie wiadomo dokładnie, kiedy Wojciechowscy-Weissowie przeprowadzili się do Chicago. Wiemy natomiast, iż osiedlili się w dzielnicy Kilgubbin na północy miasta. Okolica ta, zamieszkana w większości przez Irlandczyków (do których z biegiem czasu dołączali przybysze z Europy Środkowej), uważana była za jedną z najbardziej niebezpiecznych w mieście, mówiono o niej “Little Hell” (“Piekiełko”).
Od czasu do czasu usłyszeć można opinie, że Weiss był Żydem. Są one
jak najbardziej błędne
- Hymie (taki był pseudonim polskiego gangstera, niestety nie wiadomo, w jakich okolicznościach powstał) był głęboko wierzącym, żeby nie powiedzieć - żarliwym katolikiem, podobnie jak większość członków North Side Gang, na czele z “bossem” Deanem O’Banionem. Dość powiedzieć, iż Weiss nigdy nie rozstawał się z różańcem, zabierając go nawet na strzelaniny.
Będąc nastolatkiem, Hymie poznał na ulicy trójkę ludzi, którzy zostaną jego przyjaciółmi i partnerami w “biznesie”. Byli to O'Banion, Vincent "the Schemer" Drucci oraz George "Bugs" Moran. Ta czwórka założyła grupę o nazwie  Little Hell Gang, “dorabiając” sobie poprzez drobne kradzieże. Młodociany gang był swego rodzaju przybudówką organizacji Bloody Market Streeters, a chłopcy, gdy podrośli, automatycznie weszli w skład tej grupy.
Wkrótce później kwartet pełnych młodzieńczej fantazji gangsterów przyciągnął uwagę niejakiego Mosesa Annenberga, który zaproponował im dystrybucję dziennika “Chicago Examiner”. W tych czasach sprzedaż gazet nie była tak niewinnym zajęciem, jak dziś. Na ulicach trwała bezlitosna wojna “gazeciarzy”, pięści Polaka i spółki szybko oczyściły dzielnicę Kilgubbin z rywali.
Nie ulega wątpliwości, że Weiss, Drucci oraz Moran do dziś pozostają w cieniu “wielkiego” O’Baniona. Ten ostatni, niekwestionowany lider grupy, był przywódcą niezwykle charyzmatycznym, obdarzonym jednocześnie zaskakującym poczuciem humoru. Weiss stanowił przeciwieństwo Irlandczyka, jednak to właśnie Polak stał się
najbliższym przyjacielem
“bossa”. Dwójka gangsterów spędzała ze sobą mnóstwo czasu, choćby strzelając do gołębi i szczurów, dzięki czemu doskonalili swe umiejętności snajperskie.
Moses Annenberg, zachwycony umiejętnościami czwórki przestępców, polecił ich znanemu włamywaczowi Charlesowi Reiserowi. Pod jego czujnym okiem chłopcy nauczyli się otwierać sejfy oraz kraść samochody, które następnie sprzedawali Samowi "Nails" Mortonowi, właścicielowi warsztatu Morton's Garage przy Maxwell Street. Morton dokonywał kilku przeróbek, po czym odsprzedawał pojazdy klientom.
Jednak z biegiem czasu O’Banion i jego kompani doszli do wniosku, że samochody oraz dystrybucja gazety “Chicago Examiner” nie przynoszą im takich dochodów, o jakich marzą. Zaczęli więc szukać pieniędzy w polityce, “pomagając” tym, którzy potrzebowali głosów. Jednym z klientów czwórki był między innymi sędzia Robert E. Crowe, który w zamian za usługi uniewinnił Weissa, podczas procesu w styczniu 1920 roku.
Podobnie jak większość grup przestępczych w tych latach, gang z północy miasta zaczął
tak naprawdę bogacić się
od roku 1919, czyli od uchwalenia na terenie USA prohibicji. O’Banion szybko wyczuł koniunkturę i jeszcze zanim zakaz handlu alkoholem oficjalnie zaczął obowiązywać (styczeń 1920), czwórka przyjaciół, nazywająca siebie od tego czasu North Side Gang, dysponowała własnym, nielegalnym browarem, sprzedającym trunek okolicznym knajpom. Szacuje się, że w 1920 roku koszt produkcji beczki piwa wynosił $3-$4, tę samą beczkę sprzedawano później za $9.
Mimo, że O’Banion był mózgiem i liderem, to Weiss jako pierwszy nawiązał kontakt z Kanadyjczykami (na terenie tego kraju prohibicja nie obowiązywała). Za radą Polaka zaczęto przemycać z północy rozmaite trunki, on sam często bywał w Montrealu, gdzie mieszkała jego dziewczyna Josephine Simard.
Wkrótce gang stał się panem i władcą na terenie 42. oraz 43. dystryktu wyborczego. Tamtejsze knajpy miały zakaz kupowania alkoholu od innych grup, a osoby sprzeciwiające się były bezlitośnie karane. Tak było między innymi w przypadku niejakiego Steve’a Wisniewskiego, członka North Side Gang, który okradł jedną z ciężarówek. W lipcu 1921 roku Weiss zaprosił go na przejażdżkę wzdłuż jeziora Michigan. Po kilku godzinach Hymie wrócił sam, tłumacząc: “Steve pojechał w inną stronę”.
Jednak gang z północy miał większe problemy na głowie. Na południowej stronie miasta działała bowiem grupa włoska, na czele której stał Johnny Torrio. Początkowo Włosi próbowali się dogadać z North Side Gang, ale gdy okazało się, że O’Banion nie zamierza przestrzegać zawartych umów, południowcy musieli sięgnąć po inne środki. Dodatkowo, Irlandczyk nienawidził Włochów, wyzywając ich przy każdej okazji. Miarka jednak przebrała się, gdy Dean wrobił rywali w browar, w  którym czekała grupa agentów federalnych. Hymie Weiss ostrzegł wówczas swego bossa, że ten prowadzi niebezpieczną grę, lecz było już za późno.
W listopadzie 1924 roku O’Banion został zamordowany w swej siedzibie, sklepie z kwiatami Schofeld's. Nowym liderem “Northsiders” stał się Weiss, który za punkt honoru
postawił sobie zemstę.
Świadomy niebezpieczeństwa Torrio natychmiast wyjechał na “wakacje” do Hot Springs, Arkansas, pozostawiając na straży swego zastępcę, Ala Capone. Tymczasem Weiss zabił przyjaciela “Scarface”, Tony’ego "the Greek" Antona oraz kilku “żołnierzy”, przez co Capone musiał poruszać się po mieście w towarzystwie uzbrojonych ochroniarzy.
12 stycznia 1925 roku trójka Weiss, Drucci oraz Moran krążyła po Chicago, szukając Włochów. Nagle zobaczyli limuzynę należącą do Capone’a. Pojechali za nią, a auto zatrzymało się przy restauracji na rogu 55th Street oraz State. Gangsterzy wystrzelili w stronę pojazdu 26 kul, raniąc kierowcę Sylvestera Bartona w nogę. Sam Capone jednak wyszedł z tej przygody cało.
Podczas gdy Barton leczył swe rany, nowym kierowcą “Scarface” został niejaki Tommy Rossi. Weiss i jego ludzie zdołali go porwać. Rossi był torturowany, przypalano go papierosami, ale nie pisnął ani słowem o zwyczajach jego szefa. Przesłuchanie zakończyło się morderstwem Włocha.
24 stycznia 1924 roku Torrio powrócił z “wakacji”. Po zakupach, wypakowywał ze swej limuzyny żywność, gdy nagle podjechał samochód z trójką mężczyzn z północy Chicago. Przybysze otworzyli ogień z kilku rodzajów broni, postrzelono kierowcę Roberta Bartona (brata rannego Sylvestera), zabito też psa Torrio. Jednak dopiero po chwili strzelający zorientowali się, iż ich cel stoi z boku. Wtedy Weiss oraz Moran wyskoczyli z auta,
pakując we Włocha kilka kul
i raniąc go w klatkę piersiową, ramię i krocze.
Torrio przeżył, ale strzelanina na tyle go zszokowała, że wkrótce później wyjechał do Neapolu, a nowym bossem został Capone.
Tymczasem wojna pomiędzy rywalizującymi ze sobą grupami rozgorzała na dobre. Trio Weiss-Drucci-Moran nieustannie krążyło po mieście, szukając celów. Włosi nie pozostawali dłużni, tak więc trup słał się gęsto. Najsłynniejszym wydarzeniem z tych pamiętnych dni była próba zabicia Ala Capone, która miała miejsce 20 września 1926 roku.
“Scarface” był w swojej kwaterze, czyli hotelu Hawthorne Inn w Cicero. Nagle przed budynkiem pojawiła się kawalkada 8 samochodów. Pojazdy zatrzymały się, po czym padły strzały z broni półautomatycznej. W stronę hotelu poleciał tysiąc kul, jedna z nich zabiła ochroniarza Capone’a, Louisa Barko. Jednak poza nim nie odnotowano żadnych ofiar, nie licząc bezdomnej kobiety, której oko doznało obrażeń od odłamków szkła (“Scarface” opłacił koszty jej leczenia).
Tak czy inaczej, ten pokaz siły przeraził Ala. Postanowił więc spróbować doprowadzić do rozejmu, lecz tak bardzo obawiał się Weissa, że na rozmowy z nim wysłał swego podwładnego, Tony’ego Lombardo. Podczas negocjacji Polak zażądał, by Włoch wydał mu  Ala Anselmi oraz Johna Scalise - “kilerów”, którzy brali udział w zamordowaniu O’Baniona. Lombardo zadzwonił do swego bossa, mówiąc mu o tym, a Capone zdecydowanie odmówił. Tego dnia los Weissa
został przypieczętowany.
Kwatera główna North Side Gang cały czas znajdowała się w Schofield's Flower Shop na North State Street, tuż obok niewielkiego hotelu. Capone wynajął tam pokój, w którym umieścił swego snajpera. Drugi strzelec czekał w hotelu przy 1 West Superior Street, obaj mieli doskonały widok na chodnik przed kwiaciarnią.
11 października 1926 roku, około godziny 4 po południu, Weiss wraz ze swymi ludźmi wyszedł z auta. Snajperzy natychmiast otworzyli ogień. Polakowi towarzyszyli: gangster Patrick Murray (trafiony 7 razy),  prawnik W.W. O'Brien (trafiony 3 razy), detektyw prywatny  Benjamin Jacobs (trafiony raz w stopę) oraz szofer/ochroniarz bossa, Sam Peller (trafiony w brzuch).
Ranni O'Brien, Jacobs i Peller pobiegli brocząc krwią do pobliskiej przychodni, Murray zmarł na miejscu, a ciężko rannego, lecz nadal oddychającego Weissa zabrała karetka. Polak nie zdołał jednak dotrzeć do szpitala Henrotin - zmarł po drodze.
Jak niesie wieść, umierający Hymie nie chciał wyjawić, kto był sprawcą strzelaniny. Władze szpitala przekazały policji wszystkie rzeczy, jakie znaleziono w kieszeniach zmarłego. Były tam między innymi różaniec oraz lista nazwisk i adresów sądowych ławników, biorących udział w procesie Joe Saltisa, gangstera z grupy Weissa. Oprócz tego, miał przy sobie prawie 6 tysięcy dolarów w gotówce i czekach.
Hymie Weiss alias Earl Wojciechowski żył jedynie 28 lat, lecz w tym czasie jego postać wywarła ogromny wpływ na chicagowski półświatek przestępczy. Był zarówno ofiarą, jak i myśliwym. Był bezlitosnym mordercą, który jednakże w wolnych chwilach lubił pomodlić się z różańcem w ręce. I - jak wieść niesie - w przestępczej działalności od początku do końca pomagała mu matka.
Ślady kul po strzelaninie, w której zabito Weissa, do dziś można znaleźć na kościele Holy Name Cathedral, usytuowanym na przeciwko kwiaciarni Schofield's. Sam gangster pochowany został na cmentarzu Mount Carmel w Chicago.

7. Złote lata chicagowskiej mafii (część 1)

Powszechnie uważa się, że chicagowska mafia osiągała największe sukcesy i notowała największe zyski na przełomie lat 20. oraz 30., a więc w czasach Ala Capone’a. Oczywiście - gangsterzy wtedy mieli się doskonale, lecz daleko im do tego, co nastało kilkanaście lat później, za rządów Tony’ego Accardo. Panowanie mało znanego “Ostatniego gangstera” było bowiem okresem największej prosperity dla zorganizowanej przestępczości w Wietrznym Mieście.
Był najpotężniejszym, odnoszącym największe sukcesy i najdłużej rządzącym mafijnym bossem w historii Chicago. W przeciwieństwie do swego słynnego poprzednika, czyli Ala Capone, Tony Accardo unikał blichtru i świateł dziennikarskich fleszy. Nie gonił za kobietami - jak niesie wieść (choć niepotwierdzona) przez całe życie wierny był swej żonie, mającej polskie korzenie Clarice Pordzany, która dała mu czwórkę dzieci. Był także szefem niezwykle sprytnym - uważa się, iż przez całą swą “karierę” spędził jedynie jedną noc za kratkami.
Znano go pod pieszczotliwymi pseudonimami “Pilot Fish” oraz “Big Tuna”, choć przeciwnicy oraz ofiary jego działalności lubili mówić o nim inaczej - “Joe B”, lub też “Batters”. Słowo “bat” oznacza w języku angielskim kij baseballowy, tak więc ksywa ta daje wszystkim wiele do myślenia.
Był znacznie mądrzejszy od Caponego, Franka Nitti oraz Johnny’ego Torrio, choć - jak się uważa,
brakowało mu charyzmy “Scarface”.
To on był autorem wielu rewolucyjnych pomysłów, które przyniosły gangsterom krocie. Między innymi, za jego namową zrezygnowano z rzucającej się w oczy ulicznej prostytucji, zastępując ją dyskretnymi usługami typu “call-girl”.
Dwie dekady po cofnięciu prohibicji, Accardo rozpoczął masową sprzedaż alkoholu do nadal “suchych” stanów Kansas i Oklahoma. To on wprowadził do chicagowskich knajp, restauracji i stacji benzynowych nielegalne maszyny do hazardu, to on zainicjował handel narkotykami oraz przemycanymi papierosami. I w końcu - co jest najważniejsze - to on, w latach 50. błyskawicznie wyczuł koniunkturę w szybko rozwijającym się Las Vegas. Dzięki Accardo tamtejsze kasyna musiały kupować swe maszyny do hazardu tylko i wyłącznie w Chicago.
Działał cicho i dyskretnie, odsuwając na bok takie przedsięwzięcia, jak wymuszanie i pospolite kradzieże. W ogromnym rozwoju “przedsiębiorstwa” bardzo pomogła mu
specyfika tamtych czasów.
W latach 50. bowiem agenci FBI zajęci byli tropieniem prawdziwych i domniemanych komunistycznych agentów. Trwała Zimna Wojna, rywalizacja z ZSRR pochłaniała lwią część zasobów agencji. Chicagowscy gangsterzy mogli więc spokojnie przeprowadzać swe biznesy, rzadko kiedy nękani przez władze.
Późniejszy boss mafii urodził się prawdopodobnie w Chicago 28 kwietnia 1906 roku (choć według niektórych badaczy, przyszedł na świat w 1904 roku niedaleko sycylijskiego Palermo). Jego rodzicami byli ubodzy imigranci z południa Włoch, szewc Francisco oraz Maria Tillota Accardo.
Accardo, jeden z szóstki dzieci, rzucił znajdującą się w dzielnicy “Little Sicily” szkołę podstawową James Otis w piątej lub szóstej klasie. Jak to zawsze w takich przypadkach bywa, “karierę” rozpoczął
od drobnych kradzieży,
dość szybko przyciągając uwagę Vincenzo “Machine Gun Jack McGurn” Gibaldiego, jednego z kilerów Ala Capone. Po raz pierwszy aresztowano go w marcu 1922 roku, a więc gdy nie miał jeszcze szesnastu lat.
Jego pierwszą pracą była posada kierowcy ciężarówki z piwem - i to na pół etatu. Później, zaledwie 18-letni Accardo, który już wtedy uznawany był za osobę twardą, agresywną i godną zaufania, stał się kierowcą oraz ochroniarzem Jacka McGurna. Była to posada bardzo niebezpieczna, lecz jednocześnie prestiżowa - McGurn był jednym z najbardziej zaufanych ludzi Ala Capone’a, to on kilka lat później przygotuje i przeprowadzi “Walentynkową Masakrę”.
Przez cały czas Accardo był także członkiem swej grupy małolatów, zwanej “The Circus Gang”. Nastoletni Włosi prowadzili w tym okresie wojnę z twardymi Irlandczykami z grupy o nazwie “Hanlon Hellcats”, której siedziba znajdowała się w Shamrock Inn. Sycylijczycy niezbyt sobie radzili podczas tego konfliktu, w rozmaitych potyczkach to Irlandczycy byli najczęściej stroną zwyciężającą, dlatego też zdenerwowany Accardo, z błogosławieństwem McGurna, postanowił rozwiązać problem w typowo gangsterski sposób.
W nocy z 19 na 20 stycznia 1926 roku Tony wraz ze swoimi ludźmi zaatakował Shamrock Inn, w którym przebywali Hellcats, zabijając ich z zimną krwią. Wkrótce później na miejscu strzelaniny pojawili się policjanci, lecz Włosi, znając przepisy prawa, uprzednio wyrzucili swe pistolety. Aresztowani, zostali uwolnieni za kaucją, a wobec braku dowodów, pozew unieważniono.
Wkrótce później “Machine Gun” zabrał ze sobą Accardo do “jaskini lwa”, czyli do kwatery głównej Ala Capone’a, mieszczącej się w Lexington Hotel, przy skrzyżowaniu 22nd and Michigan. “Scarface”, widząc młodego, aspirującego przestępcę, miał mu powiedzieć:
“McGurn polubił cię, więc
zostajesz jednym z nas.
A skoro należysz do nas, jeżeli coś sp...dolisz, zapłaci za to McGurn. On jest twoim sponsorem. Sp...dol coś, to ty także zapłacisz za to. Pracujesz w jego ekipie, on jest twoim kapo”.
Jednak Tony nie pracował długo dla “Machine Guna”. Przydzielono go samemu Capone, z pistoletem w ręku spędzał większość czasu w lobby Lexington Hotel, pilnując, by do środka nie zakradły się osoby niepożądane. Z biegiem czasu “Scarface” także polubił młodego gangstera. Według niepotwierdzonej historii, pewnego razu Accardi pobił do nieprzytomności kijem baseballowym jednego z rywali Ala. Gdy Capone dowiedział się o tym, miał z zachwytem krzyknąć: “To jest mój chłopak! Joe Batters!”
Nie wiadomo, czy tak naprawdę się stało, niemniej jednak przydomek ten przylgnął do przestępcy, on sam bardzo go polubił. Lata później, gdy rządził mafią, kazał się tytułować “Pan Accardo”, lecz najbliżsi przyjaciele nadal nazywali go  “Joe Batters”.
Wiosną 1931 roku “Scarface” jeszcze bardziej polubił ambitnego Sycylijczyka. Otóż Capone zdecydował, że nadszedł czas na pozbycie się Mike’a "the Pike" Heitlera, alfonsa z południa miasta, którego podejrzewał o współpracę z policją. 29 kwietnia 1931 roku ciało Heitlera znaleziono
w spalonym samochodzie,
stojącym na ulicy w Barrington. Detektywi ustalili nazwisko ofiary na podstawie badań zębów, a przed spaleniem “the Pike” był uduszony oraz postrzelony. Egzekutorem najprawdopodobniej był Tony Accardo, choć brak na to jednoznacznych dowodów.
Oczywiście - to nie był pierwszy i ostatni “hit” gangstera. Między innymi, podejrzewa się go o przeprowadzenie głośnych w tych latach morderstw takich gangsterów, jak Jake Zuta oraz Teddy Newberry, a także słynnego zabicia Tommy’ego Maloya, prezydenta oddziału 110 związku zawodowego filmowców (miało to miejsce w 1935 roku).
Ale to nie wszystko. Według dokumentów FBI, Accardo mógł brać udział w legendarnej “Masakrze Walentynkowej”. Prawdopodobnie był wtedy przebrany za funkcjonariusza chicagowskiej policji, uzbrojony był w strzelbę, choć nie istnieją przekonujące dowody mogące potwierdzić prawdziwość tej wersji.
Przełom lat 30. oraz 40. jest słabo znany w biografii gangstera, wiemy, iż zdołał szybko awansować w hierarchii, korzystając z faktu, że większość bossów została aresztowana w związku z tak zwanym Hollywood Extortion - nieudaną próbą wymuszenia przez chicagowską mafię “podatku” od producentów filmowych.
W 1945 roku miało miejsce wydarzenie, które okazało się przełomowe w jego życiu. Otóż świeżo zwolniony z federalnego więzienia boss Paul Ricca zrezygnował ze swej funkcji, mianując Accardo na swego zastępcę. “Joe Batters” utrzymał tę pozycję przez następne cztery dekady, co jest absolutnym rekordem w gangsterskim świecie, w którym krew lała się gęsto.
O tym, jaką od samego początku cieszył się władzą, świadczą wydarzenia z przełomu lat 40. oraz 50. Otóż w nocy z soboty na niedzielę Tony został zatrzymany za niewielkie przewinienie. Opłacany przez niego dzielnicowy znajdował się poza Chicago, a policjanci, aresztujący gangstera,
nie mieli pojęcia,
z kim mają do czynienia.
Jako, że był weekend, mafijny boss powiadomiony został, że zostanie za kratkami do poniedziałku, gdyż sędziowie z sądu powiatu Cook mieli wolne. Wtedy Accardo zażądał telefonu, co było jego prawem.
Gangster zadzwonił do sędziego George’a L Quiliciego, który akurat grał w karty z grupą przyjaciół, wśród których znajdował się wydawca dziennika “Chicago Daily News”. Tony wyjaśnił urzędnikowi swą sytuację, a sędzia, świadom tego, iż “gazeciarz” z zainteresowaniem podsłuchuje konwersację, próbował ją szybko zakończyć tłumacząc, iż teraz jest bardzo zajęty, ale gdy tylko znajdzie chwilę, pojawi się w areszcie.
- Widzisz, jaka jest sytuacja, będą mnie tu trzymali aż do poniedziałku, do pojawienia się sędziego, który ustali kaucję - powiedział powoli przestępca. - Dopiero wtedy wpłacę pieniądze i wyjdę, a ja nie mam na to czasu. Potrzebuję sędziego i to już teraz!
Jednak Quilici po raz kolejny próbował się wykpić, tłumacząc, że pojawi się na miejscu gdy tylko będzie w stanie. Odpowiedź, jaką uzyskał, przeszła do annałów kronik gangsterskich:
- Teraz mnie posłuchaj ty mały ... (niecenzuralne słowo) - oświadczył Accardo. - Co tydzień dostajesz od nas kasę. Więc pakuj tyłek i przyjeżdżaj tu na komendę teraz. Nie mam na myśli dziesięciu minut, lecz teraz. Jeśli tego nie zrobisz, rozumiesz ty s..synie, wtedy mnie popamiętasz! - po czym wściekły przestępca rzucił słuchawką.
Blady Quilici, bez słowa wytłumaczenia rzucił kartami, wskoczył do auta i
popędził na komisariat.
Już na miejscu, próbował uratować resztki godności, pytając jednego z oficerów, jakie zarzuty wysunięto gangsterowi.
- Zamknij się! - ryknął wówczas Accardo. - Siadaj, ustal wysokość kaucji i przestań gadać!
Quilici wezwał wówczas sierżanta odpowiedzialnego za komisariat mówiąc mu, że będzie musiał otworzyć salę sądową, by ustalić kwotę kaucji. Tony wzniósł wówczas ręce w niebo, rycząc:
- Jesteś tutaj, ja też tu jestem! Nie potrzebujemy żadnego g..nianego sądu! Co do cholery, zapomniałeś, kim jestem? Zapomnij o zarzutach i procedurach. Powiedz tym p...olnym gliniarzom, że zapłacę ich p..oną kaucję i sobie stąd pójdę!
Sędzia w odpowiedzi zwrócił się do zdziwionych policjantów:
- Nakazuję wypuścić zatrzymanego za kaucją w wysokości 100 dolarów.
Zdegustowany Accardo sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął gruby plik 100-dolarowych banknotów, który zawsze nosił przy sobie na wszelki wypadek. Następnie oddzielił jeden “zielony papierek” i rzucił go na biurko sierżanta. Wychodząc z komendy, rzucił przez ramię do sędziego:
- Podpisz co tam ci każą i nie sp..dol niczego, bo jesteś moim prawnikiem.

8. Złote lata chicagowskiej mafii (część 2)

Powszechnie uważa się, że chicagowska mafia osiągała największe sukcesy i notowała największe zyski na przełomie lat 20. oraz 30., a więc w czasach Ala Capone’a. Oczywiście - gangsterzy wtedy mieli się doskonale, lecz daleko im do tego, co nastało kilkadziesiąt lat później, za rządów Tony’ego Accardo. Panowanie mało znanego “Ostatniego gangstera” było bowiem okresem największej prosperity dla zorganizowanej przestępczości w Wietrznym Mieście.
Jak pamiętamy, Accardo przejął rządy nad Chicago Outift (taka jest nazwa chicagowskiej mafii) w 1945 roku, po tym, gdy świeżo zwolniony z federalnego więzienia boss Paul Ricca zrezygnował ze swej funkcji, namaszczając go na swego następcę. Był to doskonały wybór, gdyż pod rządami nowego bossa Outfit przeżył swe najlepsze czasy.
W jaki sposób mafiozi zdobywali pieniądze liczone w setkach milionach dolarów? Otóż po pierwsze - “Big Tuna” wprowadził tak zwany “podatek uliczny”, obejmujący całą aglomerację chicagowską. Jakakolwiek nielegalnie zarobiona suma pieniędzy (narkotyki, prostytucja, hazard, wymuszenia) została poddana temu zarządzeniu.
Po drugie - Accardo zdecydował się przejąć tereny na zachód od Chicago, na czele z Las Vegas, które w tych czasach bardzo szybko się rozwijało, stając się stolicą amerykańskiego hazardu. Punktem wyjściowym dla ekspansji mafii w tym mieście było Stardust Casino. Biznes ten służył głównie niższym warstwom społeczeństwa, lecz tak czy inaczej okazał się żyłą złota.
Przejęcie Vegas miało miejsce po słynnym spotkaniu mafijnych bossów, które miało miejsce w górskiej części stanu Nowy Jork w 1957 roku. W zebraniu tym, które zakończyło się zatrzymaniem aż 60 nowojorskich bossów, miał uczestniczyć zastępca Accardo, Salvatore “Sam” "Momo" Giancana. Akcja FBI, która bardzo poważnie osłabiła nowojorczyków, okazała się zbawienna dla mafiozów z Chicago. Outfit wkrótce później rozpoczął niepodzielne rządy w Iowa, południowej Kalifornii, Kentucky, Las Vegas, Indianie, Arizonie, St. Louis, a jego macki sięgały do Meksyku, Centralnej oraz Południowej Ameryki.
Jeszcze wcześniej, bo w 1948 roku “Joe Batters” ogłosił, że zostaje arbitrem dla wszelkiego rodzaju kłótni pomiędzy członkami mafii w Chicago oraz na zachód od miasta. Nikt przeciwko tej decyzji nie zaprotestował, co było wymownym dowodem na potwierdzenie potęgi świeżo upieczonego bossa.
Tuż po spotkaniu w Appallachach (rok 1957) Accardo doszedł do wniosku, że posada mafijnego bossa jest zbyt stresująca, dlatego też zdecydował się oddać ster swemu dotychczasowemu zastępcy, czyli Samowi Giancana. “Big Tuna” oczywiście nie pożegnał się z Outfitem, postanowił zostać consiglieri (co w wolnym tłumaczeniu oznacza doradcę). Oznaczało to jednocześnie, iż cały czas był najważniejszym człowiekiem w Chicago, który jednak odsunął się nieco w cień. Było to posunięcie jak najbardziej przemyślane - Giancana stał się wówczas “bohaterem” doniesień prasowych oraz raportów policyjnych, z czego korzystał “Joe Batters”, z ukrycia pociągając za wszystkie sznurki.
Jednak ten stan rzeczy trwał zaledwie dziewięć lat, do roku 1966. “Momo” był człowiekiem nieprzewidywalnym, wyjątkowo brutalnym (nawet jak na mafijne standardy), poza tym zbytnio rzucał się w oczy, przez co FBI od jakiegoś czasu nieustannie go obserwowało. Po odsunięciu, Giancana przebywał do 1974 roku w Meksyku. Po powrocie do USA zamieszkał w Oak Park pod Chicago, gdzie 19 czerwca 1975 roku, podczas smażenia kiełbasek, dosięgły go kule byłych kompanów.
W 1966 roku, a więc tuż po detronizacji Giancany, oficjalnie nowym wodzem mafii w Wietrznym Mieście został Samuel "Teets" Battaglia, który rządził jedynie rok, gdyż wkrótce później został aresztowany. Kolejni bossowie - John "Jackie The Lackey" Cerone, Felix "Milwaukee Phil" Alderisio oraz Joseph Ferriola byli, podobnie jak Giancana oraz Battaglia, jedynie figurantami. Tuż za nimi bowiem jak cień przez cały czas stał Accardo; to on naprawdę rządził - aż do swej śmierci 22 maja 1992 roku. 
Apogeum rządów chicagowskiej mafii przypadło na lata 60. Wtedy to, Accardo, z pomocą słynnego “mózgu mafii”, polskiego Żyda Meyera Lansky’ego (urodzony w Grodnie jako Majer Suchowliński) zdecydował się sięgnąć po pieniądze pochodzące z funduszu emerytalnego potężnego związku zawodowego Teamsters. Współpracując z takimi postaciami, jak Sydney Korshak oraz Jimmy Hoffa, mafiozi zdołali pozyskać ogromne ilości pieniędzy, które następnie wyprano poprzez kasyna w Las Vegas.
Zarabiając miliony dolarów w dalekim Las Vegas, mafijni bossowie ani myśleli odpuścić sobie ulic Chicago oraz przedmieść Wietrznego Miasta. Metropolia znajdowała się pod ich całkowitą kontrolą. Poszczególnymi dzielnicami rządzili pomniejsi szefowie, tacy jak Jackie "the Lackey" Cerone w Cicero (ten sam, który później zostanie szefem Outfitu). Dzielnicę rozrywki wzdłuż Rush Street kontrolował Joseph "Caesar" DiVarco, którego kwatera znajdowała się w sklepie “Shirts Unlimited” przy 843 N. State Street.
Zachodnia strona miasta nadzorowana była przez żydowską frakcję Outfitu, sprawnie dowodzoną przez Lenny’ego Patricka i jego “żołnierzy” - Dave’a Yarasa oraz Willie Blocka.   Jednak w tej okolicy dobre czasy trwały stosunkowo krótko - gdy coraz liczniej zaczęli tam osiedlać się Murzyni, Patrick przeniósł się bardziej na północ - do Rogers Park.
W tym miejscu należy poruszyć kwestię czarnoskórych mieszkańców miasta i ich stosunków z gangsterami. Początkowo, gdy “czarnych” było stosunkowo niewielu, Włosi nie mieli z nimi problemów. W latach 40. jednym z najsłynniejszych murzyńskich gangsterów Chicago był niejaki Eddie Jones, który tygodniowo “zarabiał” nawet ćwierć miliona dolarów. Jako, że nie chciał dzielić się zyskami, w maju 1946 roku włoska grupa porwała go ze sklepu przy skrzyżowaniu 47th oraz South Parkway. Jones był trzymany jako zakładnik przez jakiś czas, a gdy w końcu zgodził się oddać swą organizację rywalom, wypuszczono go. Wdzięczny za pozostawienie przy życiu, Jones uciekł do Meksyku.
Mniej szczęścia miał inny (i bardziej oporny) czarnoskóry gangster, Teddy Roe. Przez długie cztery lata opierał się mafii, w końcu nadszedł na niego czas. Roe zamordowany został 4 sierpnia 1952 roku, morderstwo miało wszelkie cechy “roboty” Accardo.
Potęga chicagowskiej mafii na przełomie lat 50. oraz 60. była tak wielka, że do dziś przypisuje się jej domniemane lub prawdziwe czyny prawdziwie wielkiego kalibru. Były to między innymi:
- Outfit, według niektórych rewelacji, miał pomóc w sfałszowaniu wyborów prezydenckich w 1960 roku,
- Outfit, we współpracy z CIA (sam Accardo miał powiedzieć: “CIA i mafia to dwie strony tej samej monety), rzekomo przygotowywał zamach na Fidela Castro,
- według niektórych teorii, Outfit zamieszany był w morderstwo prezydenta Kennedy’ego.
Oczywiście - ustalenie, czy którykolwiek z podanych powyżej punktów jest prawdziwy, jest dziś niemożliwe. Niemniej jednak - dowodzą one jednego - chicagowska mafia stanowiła w tym czasie organizację, z którą w Ameryce musieli liczyć się wszyscy.
Nie ulega wątpliwości, że potęga Chicago Outfit była w dużej mierze dziełem jednego człowieka, czyli oczywiście Tony’ego Accardo. Boss, pozostający w cieniu Giancany, rządził żelazną ręką. Jego zasada była prosta: “Gdy w domu wszystko jest pod kontrolą, łatwiej jest skoncentrować się na biznesie”. Oznaczało to, iż gangsterzy, mimo posiadania kochanek, powinni spędzać jak najwięcej czasu ze swymi rodzinami.
Kolejną zasadą, jaka rządziła poczynaniami bossa, było przekonanie “Im ciszej działasz, tym dalej pojedziesz”. Tak więc, mafiozów surowo pouczono, by nie wchodzili w drogę policjantom oraz agentom federalnym. Aby uniknąć poborców podatkowych, bardzo dokładnie pilnowano wszystkich dokumentów, zatrudniając do tego wyspecjalizowanych księgowych. Dodatkowo, Accardo nieustannie pouczał swych podwładnych, by publicznie nie obnosili się ze swymi dochodami, gdyż mogło to wzbudzić podejrzenia.
Jednakże sam boss rzadko kiedy wcielał w życie swe własne zalecenia. “Joe Batters” uwielbiał pieniądze oraz komfortowe życie. Posiadał dwa domy w bogatej miejscowości River Forrest na zachodnich przedmieściach Chicago. Tam mieszkała większość głównych szefów mafii.
W 1943 roku Accardo zakupił liczącą 20 pokojów posiadłość przy 915 Franklin. Był to prawdziwy pałac - w środku znajdował się basen, kręgielnia, łazienka wykładana była czarnym onyksem, biblioteka pełna setek tomów książek i pokój z organami. Jednak najważniejszym pomieszczeniem była tak zwana “sala trofeów”, w której znajdowały się na ścianach liczne strzelby oraz okazy złapane przez szefa podczas jego licznych eskapad rybackich na Karaiby. Tam miały miejsce zebrania mafijnej śmietanki, tam podejmowano decyzje o wchodzeniu w kolejne biznesy oraz likwidowaniu przeciwników.
Posiadłość, w skład której wchodził też mający pół akru trawnik, otoczona była mającym siedem stóp wysokości płotem, z dwoma elektronicznie otwieranymi bramami. W ogrodzie był dodatkowy budynek, przeznaczony dla gości szefa. “On obnosił się ze swym bogactwem w sposób niemal obsceniczny” - napisała później Annette, córka Sama Giancany. 
Accardo niezwykle elegancko się nosił. Zawsze miał na sobie bardzo drogie, białe koszule oraz utrzymane w konserwatywnym tonie garnitury. Mimo, że przez cały czas ciągnęła się za nim opinia człowieka brutalnego (o czym dobitnie świadczy przydomek Joe Batters), starał się z biegiem lat zmienić swój wizerunek, przedstawiając się jako człowiek kulturalny. Małżonka zabierała go na wycieczki po Europie, gdzie zwiedzał muzea i kościoły. Podczas jednej z takich podróży (do Watykanu, w 1959 roku) funkcję jego osobistego ochroniarza pełnił ... sierżant chicagowskiej policji, Anthony DeGrazia. Wieść o tym wywołała ogromny skandal w Chicago Police Department.
Jednakże wysiłki “Big Tuny” nie zawsze kończyły się sukcesem. Do legendy przeszła opowieść o próbie zapisania go do bardzo ekskluzywnego klubu golfowego. Wszystko przebiegało bez problemu do czasu, gdy Accardo pojawił się na miejscu w towarzystwie grupy swych osiłków. “Chłopcy” zaczęli wyścigować się wózkami golfowymi, wjeżdżając w siebie jak dzieci w wesołym miasteczku. Oburzony zarząd biznesu natychmiast wyrzucił gangstera, a “Joe Batters” bardzo ciężko przeżył tę obrazę.
Mafijny boss był człowiekiem bardzo zmiennym, potrafił być czarujący, by w mgnieniu oka zmienić się z bezlitosnego przestępcę. W jednym z raportów FBI na jego temat można przeczytać: “Accardo jest osobą prostą i prymitywną, dodatkowo niezwykle chytrą”. O jego okrucieństwie, a także przeświadczeniu o ważności własnej osoby, świadczy incydent z chicagowskiej restauracji. Otóż młody kelner ociągał się z przyniesieniem zamówionego obiadu, więc “Big Tuna” wziął do ręki nóż i pociął mu rękę.
Umierając w wieku 86 lat, Tony Accardo, syn włoskiego szewca, urodzony przy skrzyżowaniu ulic Grand oraz Ogden, posiadał bardzo obszerny życiorys. W zależności od sytuacji przedstawiał się jako właściciel gazety, hotelarz, agent podróży, diler samochodowy oraz właściciel firmy spedycyjnej. Jego imperium skończyło się wraz ze śmiercią gangstera. Po jego odejściu Chicago Outfit stało się jedynie groteskową kopią dawnej potężnej organizacji.

9. Morderstwo w kukurydzy (część 1)

Nakręcony w 1995 roku przez Martina Scorsese film “Kasyno”, z Sharon Stone oraz Robertem De Niro w rolach głównych, jest do dziś jedną z najpopularniejszych produkcji ukazujących życie członków włoskiej mafii. Jednym z głównych bohaterów obrazu jest Nicky Santoro (grany przez Joe Pesci), mafijny człowiek od czarnej roboty i złodziejaszek. Nicky, który wysłany zostaje z Chicago do Las Vegas, sporo tam narozrabiał, za co mocodawcy wydali na niego wyrok śmierci.
Postać Santoro oparta została na żyjącym w latach 1938-1986 chicagowskim gangsterze Tonym “The Ant” Spilotro, który jest głównym bohaterem dzisiejszego odcinka naszej opowieści. Przestępca, który podobnie jak filmie wysłany został przez Chicago Outfit do Las Vegas, by tam pilnować mafijnych interesów, tragicznie zginął 14 czerwca 1986 roku, zakatowany przez swych kompanów i pogrzebany żywcem w polu kukurydzianym.
Anthony John Spilotro urodził się 19 maja 1938 roku w Chicago, w wielodzietnej rodzinie (był czwartym z szóstki dzieci). Jego ojciec Pasquale, który przyjechał do USA w 1914 roku, pochodził z miasta Triggiano niedaleko Bari. Wraz ze swą żoną i jednocześnie matką gangstera, Antoinette, prowadził Patsy's Restaurant, lokal gastronomiczny
niezwykle popularny
wśród tak znanych mafiozów, jak Sam Giancana, Jackie Cerone, Gussie Alex oraz Frank "The Enforcer" Nitti. Parking przed restauracją zawsze był pełny, gangsterzy uwielbiali szczególnie kuleczki mięsne, wyrabiane domowym sposobem.
Dorastający w takim otoczeniu młody Tony, wraz ze swymi braćmi Johnem, Vincentem, Victorem oraz Michaelem, dość wcześnie zaczął “bawić się”
w różnego rodzaju działalność kryminalną.
Jednie jeden z braci, Pasquale Jr., wybrał inną drogę, stając się jednym z najpopularniejszych chirurgów w Chicago.
Po ukończeniu szkoły podstawowej, Tony zapisał się do liceum Steinmetz High School, skąd jednak wyleciał w drugiej klasie. Był uważany za ucznia słabego, dodatkowo agresywnego i sprawiającego problemy. Dysponując wolnym czasem, mógł całkowicie poświęcić się drobnym kradzieżom i włamaniom. Po raz pierwszy aresztowano go 11 stycznia 1955 roku, ukradł wówczas koszulkę. Za ten czyn ukarany został grzywną w wysokości 10 dolarów oraz wyrokiem w zawieszeniu. W ciągu kolejnych 5 lat, Spilotro zatrzymywany był łącznie 13 razy. 
Niemal wszystkie osoby, które miały wątpliwą przyjemność poznania się z “The Ant” wspominają, iż był on człowiekiem niczym nie wyróżniającym się od innych. Był bardzo niski, miał jedynie 160 centymetrów, jego postura daleka była od budzącej respekt. Z tego zresztą powodu powstał pseudonim gangstera - słowo “ant” znaczy po angielsku mrówka. Nazywano go także “The Little Guy” (“Niewielki człowieczek”), ten drugi pseudonim tłumaczy chyba wszystko.
Spilotro miał jednak coś, co od pierwszego wejrzenia budziło grozę. Jego niebieskie oczy patrzyły na świat
z wielką pewnością siebie,
w licznych wspomnieniach znajomi gangstera mówią, iż sprawiał on wrażenie, jakby nieustannie planował kolejne morderstwo, szukając ofiar. 
W roku 1962 miało miejsce wydarzenie, które wywarło ogromny wpływ na późniejsze życie Spilotro. Otóż “The Ant”, wkrótce po obrabowaniu jednego z graczy drużyny koszykówki New York University, poznał gangstera Franka “Lefty” Rosenthala, eksperta od zakładów sportowych. Dzięki koneksjom nowego przyjaciela Tony dość szybko zapoznał się z kolejnymi mafiozami, by krok po kroku dojść do największych postaci chicagowskiego półświatka przestępczego. W tym gronie byli między innymi:Joseph Aiuppa, Jimmy "the Turk" Torrello, Joseph Lombardo oraz William Daddano Sr.
W roku 1963 Spilotro, którego mentorami byli "Mad" Sam DeStefano, Felix "Milwaukee Phil" Alderisio oraz Charles Nicoletti oficjalnie został członkiem mafii.
Jak to zawsze bywa z młodymi, aspirującymi do wyższych ról “żołnierzami”, Tony stał się “enforcerem”, czyli osobą używającą mniej lub bardziej wyrafinowanej perswazji, mającej na celu odzyskanie (z odpowiednim procentem) pożyczonych uprzednio pieniędzy. Po raz pierwszy FBI odnotowało nazwisko Spilotro jesienią 1963 roku. Według informatora agencji, skruszonego gangstera Charlesa "Chuckie" Crimaldiego, “The Ant”, działając razem z DeStefano, miał 19 listopada 1963 roku
zamordować agenta nieruchomościowego
Leo Foremana. Jednakże, z powodu braku dowodów, obaj domniemani mordercy uniknęli odsiadki.
Kolejnym morderstwem, w którym mógł brać udział Spilotro, była śmierć niejakiego Williama "Action" Jacksona. Pod koniec 1963 roku Jackson, kolejny “wymuszacz” pracujący dla DeStefano, zwrócił na siebie uwagę mafijnych mocodawców, gdyż był o tyle nieostrożny, że zdecydował się na spotkanie z agentami FBI w pewnej restauracji w Milwaukee.
Pech chciał, iż właścicielem lokalu był Louis Fazio, bliski znajomy DeStefano, tak więc wieść o spotkaniu Jacksona z rządowym agentem błyskawicznie dotarła do Chicago. Mafijni bossowie doskonale wiedzieli, kto bez oporów podejmie się zlikwidowania zdrajcy. Według byłego agenta FBI Williama Roemera, ofiara przed śmiercią powieszona była na rzeźnickim haku, a oprawcy, na czele z “Mrówką” przez dłuższy czas ją torturowali.
Jeszcze jednym krwawym zdarzeniem, w którym prawdopodobnie uczestniczył Spilotro, były tak zwane “M&M Murders”, z roku 1962 (“The Ant” oficjalnie nie był jeszcze wtedy członkiem mafii). Ofiarami gangsterów była dwójka drobnych złodziejaszków, James Miraglia i Billy McCarthy (według niektórych źródeł, McCarthy nazywał się McCartney). Dżentelmeni ci wykazali się
wyjątkową bezmyślnością,
gdyż obrabowali, a następnie zamordowali trzech biznesmenów w okolicy Elmwood Park. Miejscowość ta, położona na bliskich przedmieściach Chicago, uznawana była za
jedno z centrów mafii.
Gangsterzy uznali, że czyn panów M&M był przekroczeniem niepisanej zasady, w myśl której dzielnice opanowane przez mafię powinny być jak najspokojniejsze, by nie budzić podejrzeń policji. Miraglia oraz McCarthy musieli za to zapłacić.
“The Ant”, we współpracy z takimi indywiduami, jak jego mentorzy Felix Alderisio, Charles Nicoletti oraz sam DeStefano, załatwił panów M&M w sposób wyjątkowo bezlitosny. Otóż Włosi
nie zamordowali ich w prosty sposób
- ofiary były okrutnie torturowane, między innymi wiadomo, że głowę McCarthy’ego włożono w imadło i ściskano z taką siłą, iż wyskoczyło mu oko. Tak czy inaczej, “załatwienie” przestępców tak spodobało się mafijnym liderom, że “nominacja” Spilotro kilka miesięcy później była właściwie formalnością.
W roku 1964, a więc tuż po “pasowaniu” ma członka Chicago Outfit, świeżo upieczony mafiozo wysłany został do Miami. Tam, wraz z Rosenthalem, kontrolował mafijne interesy, wracając na północ po trzech latach. Jest bardzo możliwe, iż “The Ant” miał wyjechać na Kubę, gdzie włoska mafia zajmowała dość mocną pozycję, lecz objęcie rządów na wyspie przez komunistów pod wodzą Fidela Castro odcięło gangsterów od tego kraju.
Tymczasem na mafijnej mapie Stanów Zjednoczonych pojawiło się nowe, niezwykle atrakcyjne miejsce,
gwarantujące ogromne zarobki.
Było to szybko rozwijające się Las Vegas, którego kasyna przyciągały coraz większą liczbę ludzi. Pod koniec lat 50. Chicago Outfit rywalizowało o tę metropolię z mającą siedzibę w Los Angeles inną organizacją przestępczą, tak zwaną “Mickey Mouse Mafia”. Konflikt zakończył się zwycięstwem gangsterów z Wietrznego Miasta, którzy natychmiast wysłali tam swego rezydenta, Filippo Sacco (znanego także pod nazwiskiem Johnny Roselli). Oczywiście, dominacja Chicago nie oznaczała, iż inne grupy nie prowadziły tam swych interesów, lecz Wietrzne Miasto dysponowało największymi biznesami, czyli kasynem The Stardust oraz hotelem Fremont.
Trudno powiedzieć, z jakich powodów Roselli został po bardzo krótkim czasie odwołany. Jest bardzo możliwe, iż pod jego rządami kasyna nie przynosiły takich pieniędzy, jakich wymagali mocodawcy. Istnieje też druga opcja - Sacco/Roselli zbyt dużo brał dla siebie, wysyłając do Chicago za mało. Tak czy inaczej, mniej więcej w latach 1959-1960 jego miejsce zajął Marshall Caifano. Sam Roselli skierowany został na Zachodnie Wybrzeże, a później na Florydę. W roku 1976
jego rozkładające się zwłoki
znaleziono w zatoce Biscayne.
Nowy “zarządca” Las Vegas także nie zabawił zbyt długo na swym stanowisku. Mocodawcom znad jeziora Michigan bardzo nie podobał się wybuchowy charakter gangstera, który psuł interesy oraz wizerunek mafii. Ale to nie wszystko.
Gwoździem do trumny Caifano była pierwsza w historii “czarna lista” osób mających zakaz wstępu do kasyn, opublikowana przez stanowe biuro Nevada Gaming Commission, które nadzorowało tego rodzaju biznesy z ramienia rządu. Znaleźli się na niej liczni mafiozi, na czele oczywiście z Marshallem (innymi nazwiskami były: Sam Giancana oraz Murray Humphries z Chicago, Louis Tom Dragna i Joe Sica z Los Angeles oraz bracia Nick i Carl Civella z Kansas City).
Zdesperowany Caifano, który zdawał sobie sprawę z tego, że zakaz wstępu do kasyn oznacza koniec jego kariery, zdecydował się na krok, który rozwścieczył mafijnych bossów. Otóż wytoczył
proces władzom stanu Nevada,
a tą kontrowersyjną sprawą natychmiast zainteresowały się wszystkie lokalne mass-media, które szeroko rozpisywały się nie tylko o samym gangsterze, lecz także o jego znajomych i mocodawcach.
Caifano przegrał sprawę (był to październik 1960), a Chicago wkrótce później odwołało go ze stanowiska. Według niektórych wersji, przestępca powrócił do Wietrznego Miasta, a w listopadzie 1963 roku miał brać udział w zamachu na prezydenta Johna F. Kennedy’ego. Tak czy inaczej - co w świetle poczynań chicagowskiej mafii jest dość dziwne - Caifano nie został zlikwidowany, umierając w 2003 roku, w wieku 92 lat.

10. Morderstwo w kukurydzy (część 2)

Nakręcony w 1995 roku przez Martina Scorsese film “Kasyno”, z Sharon Stone oraz Robertem De Niro w rolach głównych, jest do dziś jedną z najpopularniejszych produkcji ukazujących życie członków włoskiej mafii. Jednym z głównych bohaterów obrazu jest Nicky Santoro (grany przez Joe Pesci), mafijny człowiek od czarnej roboty i złodziejaszek. Nicky, który wysłany zostaje z Chicago do Las Vegas, sporo tam narozrabiał, za co mocodawcy wydali na niego wyrok śmierci.
Wiele wskazuje na to, że na przełomie lat 60. oraz 70. liderzy Outfit musieli bardzo ufać Spilotro, gdyż w roku 1971 otrzymał kolejne, bardzo poważne zlecenie - miał zamieszkać w Las Vegas, by przejąć po Marshallu Caifano obowiązki wysłannika mafii na tamtejsze kasyna. Tym razem także towarzyszył mu wieloletni przyjaciel, Frank “Lefty” Rosenthal. Obaj gangsterzy pracowali razem, pilnując biznesu (Rosenthal dbał o finanse), którego perłą było wspomniane już wcześniej, ogromne kasyno “Stardust”.
Oczywiście - “The Ant” nie byłby sobą, gdyby
nie zadbał o własne interesy.
Używając nazwiska Tony Stuart, przejął kontrolę nad sklepem z pamiątkami, usytuowanym w mafijnym “Circus-Circus Hotel”. Placówka ta oferowała rozrywkę dla dzieci, których rodzice pochłonięci byli trwonieniem pieniędzy w kasynach. To tam nakręcono kilka scen z “Diamonds Are Forever” - jednego z filmów z serii o Jamesie Bondzie
Hotel, którego oficjalnym właścicielem był Jay Sarno, zakupiony został za pożyczkę udzieloną przez fundusz emerytalny Teamsters Union Central States Pension Fund, będący w rękach mafii. Outfit zapłacił za transakcję 43 miliony dolarów, by w 1974 roku go sprzedać. Wiadomo, że Spilotro, który zainwestował w “Circus-Circus Hotel” $70,000, zarobił na nim ponad pół miliona “zielonych”.
W 1976 roku “The Ant” założył firmę “The Gold Rush Ltd.”, wraz z pomocą Herberta "Fat Herbie" Blitzsteina oraz swego brata Michaela Spilotro. The Gold Rush, dysponowało swym własnym sklepem z elektroniką oraz biżuterią, usytuowanym niedaleko dzielnicy kasyn. Oczywiście - biznes był tylko przykrywką - tak naprawdę zajmowano się w nim “pchaniem” skradzionych gadżetów.
W tym samym roku Spilotro, wraz ze swym przyjacielem z dzieciństwa, Frankiem Culottą, założył organizację przestępczą, którą nazywano “Hole in the Wall Gang”. Nazwa ta (w wolnym tłumaczeniu “Gang dziury w ścianie”). Nazwa ta wzięła się z bardzo oczywistego powodu - ulubioną taktyką, stosowaną przez gangstera i jego ludzi, było
przewiercanie ścian rabowanych budynków,
dzięki czemu dostawali się do środka.
Gang składał się z Tony’ego Spilotro, jego brata Michaela, a także Samuela Cusumano, Josepha Cusumano, Ernesto "Ernie" Davino, Lawrence’a "Crazy Larry" Neumanna, Wayne Mateckiego, Salvatore "Sonny" Romano, Herberta Blitzsteina oraz byłego detektywa policyjnego z Las Vegas, Josepha Blasko, który został zamordowany w 1984 roku. Siedzibą grupy był oczywiście sklep “Gold Rush”.
Czwartego lipca 1982 roku “Hole in the Wall Gang” dokonał nieudanego skoku na jeden z biznesów w Las Vegas, sklep “Bertha's Household Products”. Zatrzymani zostali niemal wszyscy członkowie gangu, osadzono ich w lokalnym areszcie Clark County Jail, przedstawiając im całą serię zarzutów. Jedynymi członkami grupy, którzy pozostali na wolności, byli bracia Spilotro, Blitzstein oraz wysłannik “The Ant” na kasyno The Stardust, Joseph Cusumano. Aresztowania te oznaczały koniec istnienia organizacji.
Wracając do samego kasyna “Stardust”. Za prowadzenie tego ogromnego biznesu odpowiedzialny był Rosenthal, natomiast Spilotro miał kontrolować zatrudnione tam osoby oraz pilnować ogólnie pojmowanego “porządku”. Jednakże jego rola jako “wymuszacza” została
bardzo poważnie podważona
w grudniu 1979 roku, gdy Nevada Gaming Commission, ciało nadzorujące kasyna na terenie stanu, zakazało “The Ant” wstępu do tego rodzaju biznesów.
W listopadzie 1981 roku wspomniany już wcześniej bliski przyjaciel Spilotro, Frank Culotta, został aresztowany za kradzież cennych mebli z domu pewnej mieszkanki Las Vegas. Gangster wylądował w więzieniu, dodatkowo coraz więcej dowodów wskazywało na jego udział w morderstwie współpracownika mafii, Sherwina "Jerry" Lisnera (1979 rok).
Nieformalny protokół mafii nakazywał, by Spilotro, jako przyjaciel aresztowanego, wspomagał jego rodzinę finansowo. Tymczasem “The Ant” rozkazał pracującym dla siebie ludziom, by zlikwidowali Culottę, a także 30-letniego wtedy Mateckiego z Norridge pod Chicago. Dlaczego Spilotro chciał zabić kolegę? Gdyż obawiał się (a były to obawy bardzo uzasadnione), że Culotta udzieli detektywom informacji na temat słynnego “M&M murders”. Jednak, jako że skazany przebywał za kratkami i był ściśle chroniony, wykonanie decyzji okazało się niemożliwe.
Na mocy zeznań Culotty (który stał się policyjnym informatorem), w 1983 roku rozpoczął się proces Spilotro, którego oskarżono o mord Miragli oraz McCarthy’ego. Jednakże prowadzący sprawę sędzia powiatu Cook, Thomas J. Maloney, doszedł do wniosku, że Culotta nie może być uznawany za wartościowego świadka, tak więc “The Ant” został uniewinniony. Finał tej bulwersującej sprawy miał miejsce dziewięć lat później. W 1992 roku sędzia Maloney uznany został winnym pobierania łapówek i znalazł się za kratkami. 
Ciekawie potoczyły się dalsze losy Culotty. Otóż, ściśle współpracując z policją, pomógł w zakończeniu 19 spraw o włamania, 4 morderstw na terenie stanu Illinois oraz 5 skoków z użyciem broni na terenie Nevady. Dzięki jego zeznaniom
aresztowano wielu członków mafii,
a on sam pojawił się przed prezydencką  Commission on Organized Crime, a także na odczytywaniu wyroku Josepha Lombardo. Culotta był także technicznym doradcą podczas kręcenia filmu “Kasyno”, jego postać zainspirowała reżysera do stworzenia Franka Marion, granego przez Franka Vincenta.
Oficjalny zakaz wstępu do kasyn, tych samych biznesów, które miał nadzorować, był - jak można sobie to wyobrazić - ciężkim ciosem dla “Mrówki”. Mass-media w Las Vegas natychmiast zajęły się postacią Spilotro, co więcej - “The Ant” jeszcze bardziej podpadł swym chicagowskim mocodawcom, gdyż nawiązał intymny związek z żoną jednego z członków mafii (co było złamaniem przestępczego kodu). Dodatkowo - co jest równie istotne - stosowane przez “Mrówkę” metody nie do końca podobały się Chicago Outfit. W świecie gangsterskim morderstwa są codziennością, lecz Spilotro przesadzał - nawet w opinii mafiozów. Wystarczy napisać, iż po jego przybyciu do Las Vegas liczba morderstw w mieście wzrosła aż o 70 procent.
Między innymi, gdy “The Ant” już na dobre usadowił się w “mieście kasyn”, prawdopodobnie to on sam (lub jego ludzie) zlikwidował Franka “the Bomp” Bompensiero. Ofiara była doradcą tak zwanej “Mickey Mouse Mafia” (czyli kalifornijskiego oddziału Cosa Nostra), dodatkowo mogła współpracować z FBI.
Wspomniane wyżej ekscesy Spilotro okazały się mieszanką prawdziwie zabójczą. Dodatkowo, w dalekim Chicago doszło do zmiany na szczytach władzy. Nowym bossem został Joe Ferriola, który natychmiast podjął decyzję -
Spilotro musi zostać zlikwidowany.
Scena podwójnego morderstwa w polu kukurydzianym, którą możemy oglądnąć w filmie “Kasyno”, przeraża brutalnością. Przez wiele lat sądzono, że “The Ant” wraz ze swym bratem zabici zostali właśnie tam - na polu w odludnej części stanu Indiana. Pierwotna wersja wydarzeń, obowiązująca przez długi czas, była następująca.
14 czerwca 1986 roku Spilotro oraz jego brat Michael zaproszeni zostali na zorganizowane prez Joeya Aiuppę zebranie bossów chicagowskiej mafii. Bracia najprawdopodobniej myśleli, iż czeka ich promocja - nic nie wskazuje na to, by cokolwiek podejrzewali. Rodzeństwo zostało wywiezione na pole kukurydziane w okolicach miejscowości Enos w Indianie. Tam zakatowano obu, używając do tego kijów baseballowych, po czym pogrzebano ich, jak się później okazało - jeszcze oddychających. Ciała Tony’ego oraz Michaela zostały później zidentyfikowane przez ich brata Pasqaule Juniora na podstawie uzębienia.
Natychmiast po odnalezieniu zwłok FBI wszczęło w tej sprawie śledztwo. Jednak postępowało ono niezwykle opornie, dość powiedzieć, że aż do 25 kwietnia 2005 roku nikt nie został aresztowany w związku z oboma morderstwami. Wtedy to, zatrzymano 14 członków Chicago Outfit, w tym domniemanego bossa grupy, Jamesa Marcello, którym postawiono zarzuty przeprowadzenia 18 morderstw, włącznie z wyeliminowaniem braci Spilotro. 
Okazało się wtedy, że rodzeństwo zakatowane zostało w piwnicy jednego z domów położonego w Bensenville na przedmieściach Chicago, tuż obok lotniska O’Hare. Później, nieprzytomnych i zakrwawionych, lecz jeszcze żywych, przewieziono do Indiany i pogrzebano w polu.
Wśród morderców był między innymi Albert Tocco, którego skazano na 200 lat pozbawienia wolności. Do jego ujęcia bardzo przyczyniły się zeznania żony Tocco, Betty, która oświadczyła, iż 15 czerwca 1986 roku, a więc
drugi dzień po morderstwach,
mąż zadzwonił do niej mówiąc, by odebrała go z miejsca odległego o milę od pola, na którym pochowano braci. Dodatkowo, Betty Tocco mówiła FBI, iż Albert ubrany był w zabrudzony kombinezon roboczy, a jej dalsze zeznania doprowadziły do aresztowań takich gangsterów, jak Nicholas "Nicky" Guzzino, Dominick "Tootsie" Palermo oraz Albert "Chickie" Rovero. Sam Albert Tocco zmarł w więzieniu 21 września 2005 roku.
Jeszcze jednym podejrzanym o udział w morderstwach jest “człowiek od brudnej roboty”mafii, Frank "The German" Schweihs. Ten brutalny, często stosujący przemoc gangster jest oskarżany o współudział w aż 73 morderstwach, w tym swej byłej dziewczyny. Schweihs został aresztowany przez FBI 22 grudnia 2005 roku w osiedlu mieszkaniowym w Blakewood w stanie Kentucky.
Tymczasem po śmierci Spilotro jego stanowisko w Las Vegas objął wysłany z Chicago niejaki Don "The Wizard of Odds" Angelini. “The Ant” pozostawił po sobie żonę Nancy oraz syna Vincenta.

11. Upadek mafii

Rozmowa ta została ukradkiem nagrana przez agentów FBI. Brali w niej udział dwaj chicagowscy gangsterzy - nieżyjący już  "Singing Joe" Vento oraz jego kompan, “enforcer” (czyli człowiek od czarnej roboty), Mario Rainone. Tematem dyskusji była postać mafijnego bossa chicagowskiego półświatka, Jamesa “Little Jimmy” Marcello.
- Czy kojarzysz tego gościa, którego właśnie spotkaliśmy? - zapytał Vento.
- Tak, kojarzę - odpowiada Rainone.
- I co? Myślisz, że on jest nikim? pyta Vento.
- Nie, wiem dobrze, że on jest kimś - pada odpowiedź.
- I dobrze. Lepiej, żebyś k...a  wiedział, że to jest ktoś! - cedzi słowa Vento.
Zaprezentowana konwersacja miała miejsce w połowie 2002 roku, wtedy, gdy Marcello, domniemany szef chicagowskiej mafii, przebywał w więzieniu federalnym w Milan, Michigan, odsiadując 12-letni wyrok za wymuszenia oraz nielegalny hazard. “Boss” wyszedł zza kratek 4 listopada 2003 roku, wracając do swego domu w Lombard. I - jak twierdzi FBI, błyskawicznie rozpoczął działania mające na celu odbudowę swej pozycji.
Jednak w tym miejscu pojawia się jakże istotne pytanie - czy Marcello (który w kwietniu 2005 roku, wraz ze swymi 12 kompanami, oskarżony został o rozliczne przestępstwa, na czele z morderstwami)
naprawdę był “kimś”?
Otóż znawcy Chicago Outfit uważają, iż “The Man” (bo taka jest jedna z jego ksywek) był jedynie marionetką w rękach triumwiratu “wielkich bossów” - Johna "No Nose" DiFronzo, Josepha "Joey the Clown" Lombardo oraz Josepha "Joe the Builder" Andriacchi.
Zamieszanie, związane z ustaleniem, kto tak naprawdę rządzi w Chicago, jest wymownym dowodem upadku organizacji. Dawno minęły czasy Johnny’ego Torrio, Ala Capone czy też Sama Giancany, którzy rządzili silną ręką i których autorytetu nikt nie podważał. W czasach “Scarface” mafijny chłopcy zgarniali około 100 milionów ówczesnych dolarów rocznie (czyli mniej więcej miliard w dzisiejszej walucie). Obecnie, licząca znacznie mniej członków organizacja “zarabia” w bardzo dobrym roku jedną dziesiątą tej sumy, a nieoficjalne statystyki wskazują, że kwota ta nieustannie maleje.
Kolejne porównanie. Na początku lat 80. Chicago Outfit posiadało ponad 200 “mianowanych” członków, a niemal każdy z nich posiadał swój własny biznes, będący przykrywką dla wszelkiego rodzaju nielegalnych przedsięwzięć. W 2003 roku mafia na terenie Wietrznego Miasta
liczyła jedynie 50 gangsterów,
którzy nie są w stanie prowadzić szerzej zakrojonej działalności.
I - co jest równie istotne - w swych najlepszych czasach macki chicagowskiej mafii sięgały naprawdę daleko. Obejmowały prokuraturę, związki zawodowe, sięgały biur polityków i decydentów. Outfit był wszędzie, jego członkowie wydawali się nie do ruszenia. Mieli w kieszeni każdego, stać ich było na najwyższe łapówki.
Gangsterzy w dawnych latach zarabiali ogromne pieniądze, zajmując się każdym rodzajem działalności, którzy przynosił im zyski. W zakres ich “działalności” wchodziły między innymi pożyczki na wysoki procent, pornografia, prostytucja, wymuszanie “podatku ulicznego”, nielegalne zakłady sportowe, nielegalny hazard, okradanie funduszów należących do związków zawodowych, okradanie sprzedawców biżuterii, załatwianie “lewych” etatów w miejskich urzędach, kontrolowanie dealerów narkotyków i pobieranie od nich “procentów”. Lista ta jest - jak każdy widzi - jest doprawdy imponująca.
Obecnie czasy się zmieniły i to znacznie. Oczywiście - Chicago Outfit
przez cały czas istnieje,
lecz jego nieliczni członkowie zarabiają spore pieniądze właściwie na jednym rodzaju działalności - na organizowaniu nielegalnego hazardu. Mafia w Wietrznym Mieście została zdziesiątkowana licznymi aresztowaniami i bardzo wiele wskazuje na to, że już nigdy nie odzyska swej dawnej potęgi. Szacuje się, że w ciągu ostatnich 20 lat za kratkami znalazło się ponad 150 członków organizacji oraz ich współpracowników.
Pewna ich część nie doczekała się już wyjścia na wolność i powrotu na chicagowskie ulice. W tym gronie jest między innymi mafijny boss Sam "Wings" Carlisi (James Marcello był przez jakiś czas jego kierowcą). Carlisi zmarł w więzieniu w 1997 roku. Kolejny boss, Joseph "Joey Doves" Aiuppa za kratkami znalazł się w 1986 roku, zmarł dziewięć lat później. Jeden z najważniejszych doradców mafii, Angelo "the Hook" LaPietra wylądował w zakładzie karnym w 1986, a zmarł w 1999 roku, tuż po uwolnieniu. Natomiast słynny Joseph "Joey the Clown" Lombardo był przez dłuższy czas poszukiwany; złapano go dopiero na początku 2006 roku.
Z ujęciem Lombardo wiąże się dość ciekawa historia, świadcząca o tym, iż Elmwood Park, znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie Wietrznego Miasta,
nadal służy
za jedną z najważniejszych mafijnych miejscowości okolicy. Otóż “Joey the Clown”, w przeszłości wielokrotnie aresztowany i wypuszczany, był poszukiwany przez FBI od 27 kwietnia 2005 roku. Wtedy to, wystosowano akty oskarżenia 14 mafiozów, na czele z Lombardo oraz gangsterskim kilerem, Frankiem "The German" Schweihsem.
Mimo, iż “Joey the Clown” był już grubo po siedemdziesiątce, przestępca bardzo zręcznie umykał tropiącym go agentom. Złapano go dopiero 13 stycznia 2006 roku, w okolicy 2300 N. 74th Ave w Elmwood Park. Już w sądzie, oświadczył, iż ma problemy natury zdrowotnej, szczególnie z arteriami, a podczas niespełna roku ukrywania się, ani razu nie był u lekarza.
Niemal wszyscy eksperci, analizujący zagadnienia chicagowskiej mafii, podkreślają jeden, bardzo wymowny fakt. Otóż organizacji brakuje dopływu świeżej krwi. Lombardo urodził się w roku 1929, Schweihs - w 1930, a DiFronzo - w 1928. Najmłodszy w tym gronie jest Marcello, który na świat przyszedł w 1944 roku. Nowych, energicznych i pragnących przejąć pałeczkę nie widać, co jest wielką bolączką organizacji.
Jak wiemy, obecnie mafia zdecydowaną większość swych zysków bierze z nielegalnego hazardu. W północnej części Chicago i w takich miejscowościach, jak choćby Elmwood Park, w bardzo wielu niepozornych włoskich barach, knajpach i kawiarniach można zastać świecące kolorowymi światełkami
maszyny do video-pokera.
Co zrozumiałe - gadżety te nie znajdują się w salach dostępnych dla każdego śmiertelnika, usytuowane są one zawsze na zapleczu, gdzie wejść mogą tylko wyznaczone osoby. Zyski z nich najczęściej czerpią właśnie przedstawiciele Outfitu.
Oczywiście - są także inne źródła dochodów. Mafia zamieszana jest (choć na stosunkowo niewielką skalę) w handel narkotykami, nadal również organizacja zajmuje się udzielaniem pożyczek na wysoki procent tym osobom, które nie mają najmniejszej szansy na uzyskanie pożyczki z jakiegokolwiek banku. I - co jest równie ważne - Outfit nadal ma pewny wpływ na kierownictwo związków zawodowych, takich jak Teamsters.
Według znawców tematu, pewna liczba synów starych mafiozów ukończyła rozmaite uniwersytety, preferując kierunki prawnicze i ekonomiczne. Ci dobrze wykształceni ludzie, we współpracy z organizacją, często zakładają półlegalne firmy, takie jak kompanie ubezpieczeniowe, których celem jest oskubanie klientów. Doskonałym przykładem na potwierdzenie tej tezy jest rozpracowana przez FBI w latach 2000-2001 firma Specialty Risk Consultants Inc., która zdołała wyłudzić od mieszkańców i władz miasta Cicero
około 12 milionów dolarów.
W ten skandal zamieszane były tak wysoko postawione osobistości, jak prezydent miasta, Betty Loren-Maltese oraz szef tamtejszej policji Emil Schullo. Loren-Maltese, wraz ze swymi współpracownikami, wylądowała za kratkami.
Uwagę zwraca istotny fakt. Otóż sam schemat, na którym oparto funkcjonowanie firmy, był bardzo dobrze zorganizowany. Znacznie gorzej było natomiast z pomysłem na zainwestowanie skradzionych pieniędzy. Autorzy przekrętu zamierzali bowiem zakupić położone na uboczu pole golfowe The Four Seasons niedaleko Pembine w stanie Wisconsin. Następnie planowano przekształcić je w przynoszące miliony dolarów zysku kasyno. Pomysł ten agenci federalni nazwali prześmiewczo “Fantasy Island” (“Wyspa fantazji”), co w pełni oddaje jego istotę.
Mimo nadejścia chudych lat, chicagowska mafia nie może być lekceważona, a jej członkowie, szczególnie ci młodsi, nader często idą w ślady gangsterów sprzed lat, uciekając się do użycia brutalnej przemocy. Przykładem jest tutaj głośny skandal z 1999 roku, związany z braćmi Thomasem oraz Christopherem Giuliano.
Pewien nieznany z nazwiska mężczyzna, nałogowy hazardzista, winny był im 75 tysięcy dolarów. Jako, iż ociągał się z oddaniem długu, rodzeństwo oświadczyło, iż ma na to trzydzieści dni. Jeżeli nie uda mu się - dług wzrośnie do 200 tysięcy. Tak czy inaczej - pieniądze nie zostały zwrócone, tak więc 33-letni Thomas oraz 29-letni Christopher postanowili odpowiednio zająć się delikwentem. Młodszy brat chwycił go za szyję i zaczął
uderzać głową nieszczęśnika o ścianę.
I nie wiadomo, jak to wszystko by się skończyło, gdyby nie obserwujący incydent z ukrycia agenci FBI, którzy postanowili interweniować.
Poruszona już wcześniej kwestia, dotycząca niemożności ustalenia faktu, kto jest bossem Chicago Outfit, jest przez wielu widziana jako oznaka słabości. Jednak są tacy znawcy tematu, którzy twierdzą, że ma ona całkowicie inne znaczenie - wykazuje bowiem, jak wyrafinowana jest dzisiejsza mafia w Wietrznym Mieście.
- Skoro nawet FBI wydaje się nie mieć pojęcia, kto tu rządzi, więc mamy do czynienia z organizacją doskonale zorganizowaną i potrafiącą ukryć swą strukturę - mówi profesor Howard Abadinsky z St. Xavier University, znawca zorganizowanej przestępczości w Chicago. - Tutejszy boss robi co może, by nie rzucać się w oczy, w przeciwieństwie do szefów z Nowego Jorku. Jeszcze na początku lat 70. Tony Accardo powiedział ludziom z FBI znamienne słowa: “My w Chicago jesteśmy dżentelmenami. Oni, w Nowym Jorku - to dzikusy”.
W 1983 roku Chicago Outfit dysponowało pięcioma tak zwanymi “street crews” (“załogi uliczne”): North Side (Vince Solano), South Suburbs (Albert Tocco), Chinatown (Angelo LaPietra), West Side (Joey Lombardo) oraz Western Suburbs (Joe Ferriola). Czternaście lat później liczba ta skurczyła się do zaledwie trzech: South Side, West Side oraz North Side. Każda z tych grup była zaledwie namiastką potężnych gangów z początku lat 80.
Jeden z założycieli Chicago Outfit, James “Big Jim” Colosimo, zapewne uśmiecha się, patrząc z zaświatów na to, co dzieje się obecnie w Wietrznym Mieście. Tutejsza mafia konsekwentnie trzyma się
zasady “low profile”
(w wolnym tłumaczeniu “niski profil”), robiąc wszystko, co możliwe, by nie rzucać się w oczy. Gangsterzy przez cały czas wykonują swą pracę, zarabiając spore pieniądze i nie brudząc rąk niepotrzebnymi morderstwami. I o to właśnie Colosimo chodziło.

    EXPRESS POLECA
    LINKI
    SMS DO POLSKI
    GALERIE
    CZYTELNIA